Strony

czwartek, 25 lipca 2019

Czego oczy nie widzą...

W dniu publikacji poprzedniego posta byłam optymistyczna i pełna energii. Z entuzjazmem zajęliśmy się sadzeniem kupionych wcześniej drzewek owocowych. Nasze zapędy sadownicze zmieniły się niestety w wykopaliska niby-archeologiczne. To, co wcześniej wyglądało jak sielankowo zachwaszczona łąka, okazało się być dawnym wysypiskiem śmieci.

Cegły z zamku romańskiego, halabarda i kłódka od pasa cnoty ;-)

Pracowaliśmy dość długo nad usunięciem śmieci i udało nam się oczyścić tylko kilka metrów powierzchni tuż przy posadzonych drzewkach. W wyglądzie nie ma różnicy i z zewnątrz sad wydaje się ładny, tylko świadomość dziadostwa jest przykra.

Ta drobna z pozoru sprawa przyczyniła się do wielu głębszych (jak sądzę) refleksji, choć w większości jednak pytań bez odpowiedzi. Czy ja jestem skazana na sprzątanie we własnym domu po kimś innym? ...choć sama po sobie sprzątać nie potrafię. Czy moją misją jest naprawa tego, co ktoś inny zepsuł? A ile ja już zepsułam? Czy w rzeczach, które wyglądają dobrze trzeba pokopać, żeby obnażyć brzydką prawdę, czy woleć o niej nie wiedzieć. A jeśli się już pokopie, to czy próbować naprawić, czy starać się zapomnieć i udawać, że tak ma być. W jaki sposób bezrefleksyjna natura człowieka wpływa na życie innych ludzi? A może daje ten sens jakim jest zdobywanie pokory. Czy stary syf wyłaniający się gdzieniegdzie jest świadectwem rozwoju i postępu, czy tylko zwyczajną słomą z butów?

Powyższe kwestie nie wyczerpują zakresu przemyśleń, jednak kierują do chwilowo najważniejszego pytania o sens tego bloga. Gdzieś mi umknęła motywacja, a i determinacji brak. Mam świadomość, że pewne treści są nieaktualne albo dość słabe. Czy usunięcie tego, co już mi nie pasuje, będzie jak usuwanie śmieci, a może lepiej przyklepać to czymś nowym i ładniejszym?

Na razie z blogiem będzie się działo to, co chcę, a szanownym czytelnikom szczerze radzę - zamknijcie oczy :-)

wtorek, 14 maja 2019

Ogród - nowa pasja

Postanowiłam sprawdzić, czy jeszcze posiadam bloga. Okazuje się, że jest nadal i nikt go nie zlikwidował np. za brak aktywności.
Zastanawiałam się, czy jest sens go trzymać, skoro od dawna nic nie publikuję. Jednak czasem ktoś pyta, czy mam jakąś stronę i odsyłam tutaj.
A nie publikuję z wielu powodów. Niektóre są tak nieracjonalne jak ten, że nie wiem co napisać po tak długiej przerwie, więc nie piszę wcale.

Pomocne w tym momencie jest pojawienie się nowej pasji.

Plamy barwne do podziwiania przez okno

Już prawie trzy lata mamy do dyspozycji ogród i do tej pory nie miałam pomysłu jak się za niego zabrać. Może trochę bałam się, że zrobię mu krzywdę. Starałam się ograniczyć do obserwowania, usuwania śmieci pocebulackich i rozwiązywania więzów ze sznurka od snopowiązałki. Pozwoliłam mu w dużej mierze, żeby rósł jak chce i to był dobry pomysł, bo pojawiło się sporo gatunków, które z przyjemnością poznaję - głównie z pomocą aplikacji do identyfikacji. Postęp technologiczny w służbie dyletantom.

Rzeżucha włochata - moje ulubione osobiste odkrycie botaniczne

Roślinny kożuszek


W tym roku już wiem, co chcę zrobić. Nabrałam trochę odwagi, odrobinę wiedzy i zarezerwowałam sporo czasu. Oboje z Sewerynem od pierwszych ciepłych dni dużo pracowaliśmy i z przyjemnością oglądamy początkowe efekty.

Ale rzepa

środa, 22 lutego 2017

Norweski łosoś z bakłażanem w śmietanie

Jeśli ktoś się zastanawia co dzisiaj zrobić na obiad, albo jak przyrządzić właśnie kupionego łososia i trafił akurat tutaj, to przepraszam za zmyłkę, bo post dotyczy oczywiście utkanej niedawno krajki ;)

Porada ogrodnicza: przekwitłe kwiatostany hortensji usuwać na wiosnę - zimą mogą się przydać ;)

Nie znam się za bardzo na kolorach, a już szczególnie na ich nazwach, ale (a może właśnie dlatego) fascynuje mnie to zagadnienie. Wiele nazw kolorów kojarzy się z jedzeniem. Tak się złożyło, że do tkania wybrałam włóczki w kolorach, które mi się podobały, a producent lub sprzedawca nadali im nazwy bardzo spożywcze.

W nazwie mojej potrawy nie znalazłam miejsca dla tej zieleni z wzoru, bo ciężko mi było dopasować "zielony morski" lub "petrolowy". Zwłaszcza, że użyte określenia nie do końca pasują do tego koloru. Dla mnie to po prostu ciemna chłodna zieleń, ale jak mówiłam nie znam się, więc nie będę się upierać.

Odnośnie określenia "norweski" wyjaśniam, że dotyczy ono wzoru. Podczas przeglądania strony poświęconej norweskim bunadom http://www.norskflid.no/, trafiłam na to zdjęcie:

Jeśli dobrze zrozumiałam to kreacja sylwestrona na rok 1800 z Porsgrunn region Telemark

Ten wzór mnie po prostu zauroczył i bardzo chciałam go wykonać. Świetny efekt wizualny wychodzi tutaj przez użycie białego tła. Kolory kontrastujące, ale o podobnej jasności nie będą tak ładnie wyglądać. Podoba mi się sposób wykończenia, ale to przetestuję innym razem. Ciekawe są też wzorki na marginesach tasiemki. Takie drobne ozdobniki na brzegach pojawiają się nie tylko w krajkach norweskich, ale również litewskich i białoruskich.

Jeżeli nie przeoczyłam żadnego fragmentu wzoru schowanego gdzieś pod innymi częściami ubioru, to raport składa się z 6 elementów oddzielonych łącznikiem. Tak wygląda raport wzoru na lewej i prawej stronie:


Na koniec uczciwie ostrzegam, że w tym daniu można znaleźć włos Kucharza. Fakt, że cała krajka składa się w 100% z włosów (owczych) chyba nikomu nie przeszkadza :)

czwartek, 2 lutego 2017

Wzory z Birki po mojemu

Po egzaminie miałam ochotę powtórzyć jakiś wzór z Birki. Kilka z nich podoba mi się szczególnie i tym razem postanowiłam pobawić się łączeniem motywów. Wybrałam dwa fragmenty z dwóch znalezisk i dodałam od siebie łącznik wypełniający tło.


Tkałam za pomocą krosna jarzmowego, bo wzór wymagał użycia sporej liczby nitek osnowy. Szerokość wyszła dość duża - prawie 7 cm. Długość wynosi 2 metry z frędzlami. Oryginały były dużo węższe i zrobione za pomocą tabliczek, a wzór tworzyła złota nitka broszowania w wątku. Cała moja interpretacja bardzo swobodnie nawiązuje do zabytku.



środa, 11 stycznia 2017

Krajka w nowym miejscu

Krajka, którą dzisiaj przedstawiam jest dość wyjątkowa. Zaczęłam ją na początku lata i bynajmniej nie spieszyło mi się z dokończeniem - testowałam mały inkle loom, który jest bardzo poręczny i napoczęta krajka nikomu nie przeszkadza. Testowałam również nowe włóczki - nowe dla mnie, bo niestety producent zakończył produkcję. Najważniejsze jest to, że dokończyłam ją w nowym miejscu. Zaliczyliśmy kolejną przeprowadzkę, tym razem może pomieszkamy tutaj dłużej. Korzystałam z pięknej sierpniowej pogody i tkałam siedząc na schodach do mojej przyszłej - obecnie obecnej ;) - pracowni.


Zdjęcie zrobiłam w naszym ogrodzie, a tłem dla krajki jest ostrokrzew. Wzór to jeden z klasycznych motywów występujących w norweskich taśmach ludowych, a także w sokólskich krajkach. Wyszedł mi pasek długi na ponad 2,5 m, a szeroki na 3 cm.

Na koniec bonus - moje kochane krosna przeżyły kolejną podróż kangururem. Mam też zdjęcie zrobione po dołożeniu innych rzeczy, na którym widać nasze możliwości koczownicze, ale na nim krosna już nie są widoczne ;)


poniedziałek, 25 lipca 2016

Tegoroczne wzorzyste

Ostatnio powstało u mnie sporo prostszych krajek, ale zrobiłam też kilka wysnuwanych. Wszystkie mają wzory ze znalezisk i są w formie pasów. Splot płócienny, technika wybierania, a surowiec to wełna. Z pierwszą krajką męczyłam się dodatkowo - tkałam na krośnie jarzmowym na pokazach w zmiennych warunkach :)

Birka B12, Szwecja

Birka B12, Szwecja

Birka B2, Szwecja

Mammen, Dania

A na końcu przedstawiam kilka pasów ze swastykami:

niedziela, 10 lipca 2016

Dyplom mistrzowski

Przyszedł wreszcie moment, gdy postanowiłam pochwalić się dyplomem mistrzowskim. Znowu miałam ogromną przyjemność odwiedzić Uniwersytet Ludowy Rzemiosła Artystycznego w Woli Sękowej... i znowu powstały 2 tkaniny. Nie są duże, bo na część praktyczną egzaminu przeznaczono określony czas, no i rozmiary tkanin też muszą być zgodne z wymogami.

Sielski rysunek nawiązuje do tematyki sztuki dziecięcej. Napis na pamiątkę, a krój czcionki - projekt własny ;)

Wzór ze znaleziska - Birka B22

Bardzo chciałam wykazać się znajomością dość unikatowych technik tkackich, wybrałam więc tkaninę dwuosnowową z Ameryki Południowej oraz technikę broszowania.

Technik tkackich jest mnóstwo, a sama tkanina dwuosnowowa też ma kilka odmian. Znam na razie trzy z nich. Tkaniny dwuosnowowej z Podlasia uczyłam się od pani Alicji Kochanowskiej na warsztatach w Lublinie. Na tych samych warsztatach poznałam białoruską wersję tkaniny dwuosnowowej od pań z Białorusi. Trzeciej odmiany nauczyłam się dzięki lekturze bloga Laverne Waddington. Bardzo jestem jej wdzięczna za mnóstwo informacji o wielu technikach tkackich z różnych stron świata. Jej umiejętności i wiedza są imponujące, a tkaniny zadziwiają.

Tkanina dwuosnowowa występująca w Ameryce Południowej, m.in. w Boliwii jest nieco inna niż te bliższe nam. Przede wszystkim jest to tkanina osnowowa i używa się jednego wątku. Do jej wykonania wystarczy krosno jarzmowe. Tak więc na egzamin pojechałam z własnym warsztatem, zabierając z domu moje ulubione... patyki ;)

Tkanie na krośnie jarzmowym wyglądało w skrócie tak:

Przygotowanie osnowy.

Półnicielnica i pierwsze patyki już zamontowane.

Początek tkania. Wątek nawinięty na ukochaną kleszczkę.


Drugą tkaninę również wykonałam na krośnie jarzmowym. Zastosowałam technikę broszowania - wzór powstał dzięki dodatkowemu wątkowi. Lewa strona jest jednobarwna. Wybrałam motyw ze znaleziska archeologicznego z Birki. Brzegi obszyłam sznureczkiem zrobionym na palcach (fingerloop).

Broszowanie z bliska :)

Od kiedy mam tytuł mistrza, mocno przykładam się do pracy, aby moje wyroby nie były ujmą dla zawodu, który reprezentuje. Chcę tkać tak, że mucha nie siada... ale póki co niestety siada:

Mucha, nie siadaj! ;)