Strony

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Krótka historia bułki

Już prawie rok mija od moich pierwszych bułek :)
Upiekłam je w wyniku nagłej potrzeby - wieczorem przed majówka nie dało się kupić chleba (ciekawe dlaczego? ;)) Kilka dni wcześniej piekłam pizze z małą zmianą - bez jajka i z wodą zamiast mleka. Ten udany pizzowy eksperyment skłonił mnie by zrobić z takiego samego ciasta bułki.

Oto one w trakcie pieczenia:


A tutaj w trakcie jedzenia :) (na łące w Krzywaczce)


Oczywiście nad kształtem i jakością bułek pracuję. Powinny być bardziej okrągłe, co udało się tutaj:


Jeszcze tylko powinny mieć gładszą powierzchnię i być nieco lżejsze.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Dzisiejsze zdjęcie wczorajszych ciasteczek

...chociaż tak właściwie jest już pojutrze...

środa, 21 kwietnia 2010

Pierwsze chleby

Szukam zdjęć pierwszych wypieków, ale nie jestem pewna czy zdjęcia robiłam od początku. Zdaje się, że mój pierwszy chleb, to ten (22.10.2008 r.):


Kategoria wypieku: pumeks. Dlaczego pumeks? Bo ma wielkie otwory, a to co w nim nie jest otworem, jest mocno spieczone...

Z masłem smakował nieźle.... w pewnym sensie wbijając się do kategorii: może ma pewne wady, ale przynajmniej własny.

Kilka dni później upiekłam chleb z kategorii: niedopieczona breja.


Ładny ma kolor... to tyle ;)

Następnie kupiłam foremkę - keksówkę.


Lubię ten marsjański krajobraz.

Oto swojskie śniadanie nazajutrz po upieczeniu (po lewej ten, co się najwięcej napracował, czyli robot kuchenny):


Chleb z kategorii: najlepszy jak do tej pory ;) (upieczony 29.11.2008 r.)

wtorek, 20 kwietnia 2010

Chleb - początki

Czemu ja zaczęłam piec chleb? Nie pamiętam, co mnie podkusiło...
Może to, że kiedyś kilka razy tata upiekł chleb w domu. Ale jakoś inaczej mu wychodził. Pamiętam smak - pasował do serka topionego :)
Może to, że chleb z piekarni jest coraz gorszy. A ten lepszy jest coraz droższy...
A może po prostu obudziły się we mnie rodzinne instynkty piekarskie ;)

A właśnie - przypomniałam sobie, że jeszcze jak pracowałam, to kupiłam książkę o pieczywie i pastach. A Sew podpowiada, że o pieczeniu chleba gadałam zanim kupiłam piekarnik.

I jeszcze coś - pojawiła się kiedyś potrzeba upieczenia prawdziwego chleba na zakwasie dla celów rekonstrukcyjnych. W średniowieczu nie znano drożdży, a ja chciałam się dowiedzieć jak sobie radzono bez nich.


Naukę pieczenia zaczęłam od zbierania informacji. I tutaj pomocne okazały się Mirabelka i Liska. A konkretniej ich publikacje w Internecie. Tu i tu.
Niedawno znalazłam jeszcze bardzo wartościowy vortal. W dobie Net 2.0 bardzo trudno coś takiego znaleźć w stosie śmieci ;)

Oczywiście moje pierwsze próby były kamienne :D Teraz też nie jestem mistrzynią, ale mój poziom można określić tak: jak nawet nie wyjdzie, to i tak nie głodujemy.

Może zestawię efekty moich działań piekarniczych:
1. Kamień, a w dodatku mdły.
2. Kwaśny kamień.
3. Pumeks.
4. Niedopieczona breja.
5. Płaski i kwaśny bochenek, ale przynajmniej można wykorzystać na kwas chlebowy.
6. Suchy chleb - można zjeść jedną kromkę, a reszta na obtaczanki.
7. Uciekający chleb - rozbiegł się po piekarniku jeszcze przed pieczeniem.
8. Więzienny chleb - beznadziejny, ale przynajmniej jest czym brzuch napełnić.
9. Wstyd - miał być na święta, ale się nie udał.
10. Ma pewne wady, ale przynajmniej własnej roboty.
11. Zwyczajnie dobry.
12. Najlepszy jak do tej pory - pojawia się co jakiś czas.

No już jest coraz lepiej - od pół roku nie schodzę poniżej 8.

Ciasteczka om nom nom - przepis

Postanowiłam zapisać tutaj moją recepturę na ciasteczka. Oczywiście w oparciu o podstawowy przepis od mamy :)

Takich składników użyłam dzisiaj:

pół kostki masła
pół szklanki cukru
1 jajko
1 żółtko
1 łyżeczka od herbaty proszku do pieczenia
1 łyżeczka i "a jeszcze trochę" cukru waniliowego
1 chluśnięcie aromatu pomarańczowego
5 od serca ciapnięć łyżeczką śmietany kwaśnej 18%
2 szklanki mąki

Według zapisanej kolejności wrzucałam składniki do robota kuchennego. Oczywiście mąkę nie całą i nie od razu, tylko dopiero po włączeniu obrotów i po trochu.
Robot kuchenny uciera ciasto idealnie, ale oczywiście można to zrobić ręcznie.
Żeby nie męczyć silnika za bardzo, zostawiłam sobie ok. pół szklanki mąki do zagniecenia ręcznego.
Potem było tylko wałkowanie, wycinanie literatką kółek, układanie na 2 blachach i pieczenie w temp. 180 (gdzie tu są stopnie?!) C po ok. 7 minut.

Zdjęcie dzisiejszych ciastek będzie jutro ;P