Strony

niedziela, 6 marca 2011

Niedzielny obiad

Ależ my teraz jesteśmy trendi ;) Normalnie światowi ludzie i nie byle kto... :P

Eh, żeby nie było zbyt nudno od tych moich krajek, wrzucam posta na inny temat. Dzisiejszy niedzielny obiad wyglądał tak:


Specjalnie pokazuję to ukośne zdjęcie, żeby nie było widać jak krzywo nam wyszło ;) Ale to nasze pierwsze sushi... oj będziemy jeszcze robić w przyszłości nie raz. Jeszcze kilka zdjęć umieszczam na mojej picasie.

Mam kilka refleksji na temat takiego jedzenia.

Po pierwsze przekonałam się, że to nie tylko jedzenie - to cała ceremonia przygotowania i spożywania, która dzieje się trochę jakby samoistnie. Nigdy nie fascynowała mnie kultura japońska i nie zamierzam się do niej wpychać. Ale... doświadczenie z sushi samo z siebie wciska się w świadomość w miły sposób.

To nie jest takie zwykłe zapełnienie żołądka. Aczkolwiek sycące, mimo że zjedliśmy mało. Takie najedzenie się na kilka godzin bez uczucia zbytniego obciążenia.

Nie lubię ryżu, octu i sosu sojowego. Ale jak się okazuje połączenie nielubianych produktów może się zamienić w miłe wrażenie dla podniebienia.

I ciągle mam w głowie skojarzenie z pierogami... gdyby tak pałeczki? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz