Strony

niedziela, 15 września 2013

Krosna pionowe - tworzenie osnowy.

Dzisiaj podczas Festiwalu w Biskupinie ukończyłam od dawna wiszącą tkaninę i moje krosna pionowe wreszcie są wolne. Przyszedł mi też do głowy pomysł jak uprościć tworzenie osnowy. Krajka brzegowa sprawdziła się dobrze w przypadku zapaski, jednak nie we wszystkich przypadkach będzie potrzebna. Ponadto osnuwanie i tkanie krajki brzegowej z dokładaniem do wątku osnowy tkaniny właściwiej jest dosyć czasochłonne. Na pewno w porównaniu do tego, co dzisiaj zrobiłam.

Zaczęłam oczywiście od zmiany planów, ponieważ zaszło słońce i się rozpadało. Zamierzałam użyć kijków wbitych w ziemię jako snowadła - wystarczą 2 patyki wbite w takiej odległości, jaką ma mieć przyszła osnowa. Z trawnika przeniosłam się pod dach i skorzystałam po prostu z krosna:
Przędza jest owinięta wokół 2 kijów i ma długość około 1m. Początek i koniec znajduje się na dole. Każda pętla tworzy ósemkę, czyli nici krzyżują się ze sobą. Widać to po dołożeniu na środku patyków:
a tu z bliska:
Powyżej skrzyżowania nici założyłam półnicielnicę:
Następnie osnowę podzieliłam na pasma po 6 nitek, a na każde pasmo u dołu nałożyłam pętelkę z włóczki:
U góry połączyłam pętle za pomocą 2 kawałków włóczki. (Miało być trochę inaczej, następnym razem spróbuję ten element udoskonalić, ale nie będę mieszać... na razie jest dobrze :))
Skoro już wszystkie nici osnowy były odpowiednio powiązane, przecięłam pętle na dole. Za pomocą cienkiej listewki przeniosłam osnowę na środek krosna - listewkę razem z osnową przywiązałam do wału. Każde pasmo osnowy przymocowałam do glinianego ciężarka za pomocą włóczki "technicznej" zawiązując po prostu na kokardkę :D (zdjęcia robione na kolanie ;P)
Naprawdę wystarczy taka pętelka na osnowie - nie żadne supły... pętla, która sama się zaciska. Sposób sprawdzony przy tkaniu krajek, nawet tych ze śliskiej merceryzowanej bawełny.

Ciężarki rozdzieliłam układając je odpowiednio po obu stronach dolnej poprzeczki:
Niestety poprzeczki nie widać - mój błąd ;)

Na koniec będzie początek - początek nowej tkaniny, czyli pierwsze centymetry nowego tworu.
Nie będzie to ambitna tkanina - krótka i wąska. I dobrze, muszę ją szybko utkać, bo już wiem, co "zmaściłam". W ten sposób osnowy nie róbcie! ;P

czwartek, 15 sierpnia 2013

Nowe linki do wiaty

Nasza wiata już w zeszłym roku prezentowała się imponująco... zwłaszcza przez to, że rozbijaliśmy pod nią namiot. Ot fanaberia ludzi z fantazją ;) Ale ważniejsze, że wiata byłą przyczepiona do gleby za pomocą własnoręcznie wykonanych odciągów. Odciągi te to kolejny dowód, że mam zamiłowanie kolorystyki z szerokim rozrzutem, znaczy do pstrokacizny. Sznury wykonałam z wełny gobelinowej przy pomocy rąk i tego co się pod ręce nawinęło.

Dzisiaj dorobiłam kilka kolejnych linek, żeby mieć pewność, że wiata nam nie odfrunie jak to się stało podczas poznańskiego wolnego (z)wędzenia. (z) bo ktoś zwędził moją ukochaną sukienkę z ręcznie tkanej wełny z krajką, którą wiele godzin męczyłam na tabliczkach. Dzięki tej krajce tak się zraziłam do tabliczek, że tkam tylko na bardku.

Ale do rzeczy. Linki wyglądają tak oto w formie okiełznanej:
Na każdej lince są oczywiście chorągiewki bezpieczeństwa. Zainteresowani mogą się nadal o odciągi potykać i malowniczo wywracać, ale ja już nie będę przyjmować wymówek, że linek (pstrokatych przecież) nie widać :D Już dzisiaj w Grzybowie odbędzie się uroczyste pierwsze pełne użycie linek na naszej żurkowej wiacie. Do zobaczenia :)

wtorek, 23 lipca 2013

Cały miesiąc hurtem

Można powiedzieć, że zrobiłam sobie całkiem długą przerwę od blogowania. Ale znów zaburza mi się czasoprzestrzeń. Tyle się ostatnio u mnie wydarzyło, że mam wrażenie, jakby ostatni post był pół roku temu, a to zaledwie miesiąc.

Seweryn nie odkrył niespodzianki za wcześnie - dopiero w Łeknie podczas ubierania koszuli. Ale niestety nie widzieliśmy miny, bo mu namiot był za mały i poszedł się przebierać w miejscu cywilizowanym, a oddalonym. Najważniejsze, że obszycie zostało zaaprobowane.

Po Łeknie byłam kilka razy w Biskupinie jako tkaczko-pasamenica, kupiłam wspaniały warsztat tkacki i sprawiłam sobie francuskie puzzle przestrzenne, bardzo kosztowne.

Mało tkałam, ale i tak mam się czym pochwalić.

Na początek krajka, którą nazywam podróbką moich własnych prac. Postanowiłam mocno spartaczyć robotę - znaczy nie przyłożyć się do niej wcale i sprawdzić jak bardzo mogę przyspieszyć tkanie, żeby wyjść naprzeciw potrzebom klientów, którzy chcą mieć tanie krajki. Niestety nie spartaczyłam jej całkowicie i jest nawet przyzwoicie zbita. Zapewne powstanie więcej tanich krajek dla "pospólstwa" ;)
Długość 7,5 m, szerokość 2 cm, skład 75% akryl, 25% wełna.

Ponieważ spodobał mi się wzorek... taki prosty i nawet oczywisty. Choć mało odkrywczy i zapewne nie jeden raz ktoś już go użył przy tkaniu, przyjmuję go jako "mój".
Długość 7,5 m, szerokość 2 cm, skład 100% wełny.

Większość moich krajek przedstawia wzory mojego pomysłu, a kopiuję jedynie przodków... choć niezbyt często, czego żałuję. W drodze wyjątku skopiowałam czyjąś pracę, by utkać krajkę na zamówienie. Choć pewne różnice i tak są.
121,85 m krajek
13:18 czasu jazdy
125 km dystansu

sobota, 22 czerwca 2013

dla Seweryna

W Lądzie dotarło do mnie wreszcie, że należałoby zadbać o ubrania historyczne Seweryna. To jest oczywiste, że szewc bez butów chodzi, ale nie może się to przenosić na bliskich. Szczególnie szybkiej interwencji wymagała koszula, którą uszyłam w zeszłym roku - koszula nowa, ale bez wykończeń z obsiepanymi (o, funkcja sprawdzanie pisowni zna ten wyraz) brzegami.

Utkałam wąską (1,8 cm) krajkę z cienkiej włóczki. Na obszycie nie żałowałam, bo z całości 6,4 m zostało ciut ponad metr. Efekt wygląda mniej więcej tak:
Obszycie koszuli to niespodzianka i tajemnica. Szyłam, gdy Seweryn był w pracy. Potem schowałam do szafy, do której raczej nie zaglądamy. Niestety Seweryn nazajutrz coś z niej wyciągał, ale na szczęście nie zauważył koszuli... chyba. Dzisiaj poszedł jeszcze na dodatkowy dyżur, więc zrobiłam zdjęcia. Na bloggerze tajemnica jest bezpieczna ;)

Wczoraj ponadto uszyłam portki lniane, a dzisiaj chyba uda się uszyć jeszcze jedne - z cienkiej wełny.

103,1 m krajek - hura, przekroczyłam setkę :)
9:04 czasu jazdy
83 km dystansu

czwartek, 20 czerwca 2013

Pierwsze koty za płoty

... ale bez kota, bo Janek akurat tym razem nie pchał się ani do robótki, ani do zdjęć. Nowy warsztat obwąchał, wyocierał policzkiem, a nawet raz próbował poskakać po nim. Ba nawet się zdrzemnął przy podstawce. Nowy sprzęt szybko go znudził i nie zmieniło tego faktu nawet nałożenie kolorowej włóczki.

Na razie mam spokój i mogę tkać takie oto rzeczy:
Krajka w tonacji brązowej o długości 7 m i szerokości 3,5 cm.

Dla zabawy i treningu wykonałam eksperymentalnie szeroką taśmę w kratę.
Wyszło mi 3,5 m długości, a szerokość wynosi 8 cm.
96,7 m krajek
9:04 czasu jazdy
83 km dystansu

Ląd - próba odzyskania

usunęłam sobie niechcąco posta... jedyne co mogę na razie zrobić, to kierować do kopii z google. Z jakiegoś powodu nie da się edytować postów, nawet publikowanie nowych się nie udaje :(

kopia

wtorek, 28 maja 2013

Porcja majowych krajek bardkowych

Dzisiaj aura dała mi szansę. Pada deszcz, więc siedzę w domu i mogę coś napisać. Fotografowanie krajek wymagało użycia doświetlenia, ale to nie problem.

Ostatnio działo się dużo miłych rzeczy. Było sporo pracy, spacerów po majowej Puszczy Bydgoskiej. Wspólnymi siłami rodzinnymi powstał inkle loom. Jest wielki i ciężki, bo to wersja nie stołowa, tylko wolno stojąca. Co najważniejsze, już nie będę snuć się z osnową po całej chałupie. Również przeniesienie pracy do ogródka nie będzie stanowiło kłopotu - nigdzie nie będę musiała się przywiązywać, a jakby co łatwo się będzie przesunąć.

Były także i dwie mniej miłe sprawy. W wielkie święto kot miał kolizję z czymś twardym i teraz jest Janek "bez zęba na przedzie". Kuracja w Bydgoszczy przebiegła pomyślnie, więc już jest w porządku. Drugi problem jest z samochodem - ale to porządny francuski szrot, więc jest zepsuty, ale jeździ ;)

Ostatnio dotarła do mnie pewna miła wiadomość, ale jej treść jest podobno jeszcze tajemnicą, więc siedzę cicho. I cieszę się w miarę dyskretnie.

A teraz przedstawiam krajki.


Krajka zielono-wiśniowo-żółta o długości 5,5 m i szerokości 2,4 cm.


Krajka oliwkowo-niebieska o długości 4,7 m i szerokości 2,3 cm.


Krajka oliwkowo-żółta o długości 9,7 m i szerokości 2,5 cm.


Ostatnia jest utkana z bawełnianej przędzy. Planowałam zrobić z niej szelki i smycz dla Janka. Ma 5,4 m długości i 1,2 cm szerokości.

86,2 m krajek
6,21 czasu jazdy
61 km dystansu

wtorek, 30 kwietnia 2013

Krajki wzorzyste czarno-wiśniowe

Dzisiaj przedstawiam tkane pasy ze zgrzebnej wełnianej włóczki gobelinowej.

2 pasy ze znakami solarnymi zrobiłam na zamówienie.

Z pozostałej osnowy powstał pas z prostą plecionką o długości 1,9 m i szerokości 3,5 cm.

60,9 m krajek
2:19 czasu jazdy
28 km dystansu

wtorek, 23 kwietnia 2013

Trikolor

Dzisiaj z radością i dumą przedstawiam nowe krajki zaawansowane technicznie i wizualnie :)

Już dawno zastanawiałam się, czy metodą wyciągania osnowy można uzyskać bardziej barwne krajki. Do tej pory tkałam wzory dwukolorowe. Oczywiście pomijam fakt, że osnowę można podzielić wzdłuż na pasy o różnych barwach. Wykonałam wtedy kilka rysunków i doszłam do marnego wniosku, że moje kombinacje nie przyniosą dobrego estetycznego efektu. Jednak na całe szczęście inna pasamoniczka miała więcej odwagi i z powodzeniem tka fantastyczne krajki wielobarwne. Idę za jej szlachetnym przykładem :)

Na początek musiałam zaznajomić się z metodą, więc pierwsza krajka ma prostszy wzór. Jest sporo gładkiego tła i naprzemiennie występujące motywy czegoś, co kojarzy mi się ze skarabeuszami. Przy drugiej krajce już wiedziałam jak połączyć kolory i zrobiłam coś w rodzaju kwiatów z liśćmi. Dodatkowo zakończenie trójkątne, zgodnie z sugestią znajomego :)

Obydwie krajki są zrobione na jednej osnowie, więc szerokość mają taką samą, czyli 4,2 cm. Długość pierwszej wynosi 2,5 m, a drugiej 2,7 m.

55,9 m krajek
2:19 czasu jazdy
28 km dystansu

środa, 17 kwietnia 2013

Janek przedstawia błękitne krajki

W trakcie robienia zdjęć krajkom Janek zwykle pcha się przed obiektyw. I tym razem położył się na skórze i nie chciał odejść.
Utkałam 2 krajki, ale można powiedzieć, że powstały 4. Po prostu prawa i lewa strona różnią się na tyle, że wzory się pomnożyły :)

Jako materiału użyłam wełny gobelinowej, grubej i zgrzebnej. Krajki wyszły sztywne, nadają się do przepasania.
Długość 2,4 m, szerokość 2,7 cm.
Długość 2,6 m, szerokość 2,7 cm.

50,7 m krajek
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

czwartek, 11 kwietnia 2013

Kilka drobnostek o mojej pasji

Pasamonictwo, tudzież krajkoróbstwo to moja największa pasja. Uświadomiłam sobie ile miłych wrażeń mi daje, a każde jest niezastąpione. Niektóre z nich tu zapisze na szybko i niezbyt składnie :D

Podczas dobierania przędzy cieszenie oka kolorowymi kłębkami, praca wyobraźni i ciekawość co wyjdzie.

Przy osnuwaniu radość, że na przędzy nie ma ani jednego supełka i serdeczne gratulacje dla producenta. Triumf i uznanie dla własnego wyczucia, gdy wyszło idealnie np. 7 nitek osnowy w danym kolorze.

Początek tkania, gdy okazuje się, że wzór jest trafiony i czytelny, a kolory harmonijne.

W trakcie roboty zerkanie na efekty i element: o, w świetle porannym te kolory wyglądały świetnie, a przy tym zachodzącym słońcu są jeszcze ciekawsze.

Moment wybudzenia z hipnozy nagłym końcem osnowy. I co, to już?

Zerknięcie przez ramię na bezładny zwitek krajki za sobą.

Mierzenie, liczenie czasu i zdanie sobie sprawy, że tym razem daną długość zrobiło się jeszcze szybciej.

Są też uczucia przeciwstawne, których możecie się domyślić, jeśli wyobrazicie sobie, że niektóre opisane przypadki mają swe odwrotności. Nie będę o nich pisać... pominę je po prostu tak samo jak ignoruję je podczas tkania.

piątek, 5 kwietnia 2013

Kilka kolorowych krajek

Na czym to ja skończyłam...? Na tworze pistacjowo-wiśniowym. Jednak ostatnio trochę tkałam i powstało kilka krajek, a żadna z nich nie doczekała się jeszcze oddzielnej blogowej premiery (co najwyżej były w spojlerze). Teraz będą przedstawione wszystkie na raz :)

Wszystkie krajki są wykonane z czystej wełny gobelinowej. Są więc dość grube i sztywne. Jak zwykle mocno zbijane.

Zielona ma 5,55 m długości i 2,5 cm szerokości.

Czerwona ma 8,5 m długości i 2,3 cm szerokości.

Błękitna ma aż 10,3 m długości i 2,5 cm szerokości.

45,7 m krajek
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

środa, 27 marca 2013

Pieczywo z wkładką

Ostatnio z pasją pasamoniczą przeplata się z piekarnicza. W obydwu widać miłe efekty. Przedstawiam pieczywo nadziane.

Nadziane wkładką mięsną. Oprócz widocznej kiełbaski śląskiej była wersja z mozzarellą i szynką oraz boczkiem i cebulą. Zdjęcie akurat jest niedbałe, bo myślałam o smaku, a nie fotografii. Upiekłam tylko kilka egzemplarzy przy okazji zwyczajnego pieczenia chleba. Bo te bułeczki właśnie z ciasta chlebowego powstały.

Jak dla mnie rewelacyjne - chyba będę raczyć nimi przyjeżdżających gości :) Zapraszam.

Dodatkowo zrobiłam drobny eksperyment podczas pieczenia - podniosłam temperaturę. I dziwię, że do tej pory wykazywałam taką nieśmiałość i bojaźń przed gorącem ;) Logika była taka, że skoro przy 180°C skórka jest rumiana i twarda, to 200°C będzie za dużo. Od jakiegoś czasu piekę w wyższej temperaturze i skórka wygląda w porządku, ale myślałam, że to zasługa pary wodnej. Wczoraj spróbowałam 220°C bez wody, a skórka na chlebie wcale się nie przypaliła, ba nawet wyszła cieńsza i fajniejsza. Tak więc etap pieczenia po aktualizacji wygląda tak:

- wyrastanie w ciepłym piekarniku przez około godzinę,
- włączenie dwóch grzałek na 220°C bez termoobiegu,
- po 15 minutach wyłączenie grzałki górnej,
- chleb upieczony po niecałej godzinie,
- spryskanie wodą dla nadania gładkości.

czwartek, 21 marca 2013

Krajkowy regalik

Na początek chcę uspokoić niektóre osoby: nie jest tego aż tak dużo. Ale wyolbrzymiać chyba można? Zawsze znajdzie się sposób, żeby z małej ilości krajek zrobić przyjemną ilość krajek. Tym razem wpadłam na taki pomysł:

Przy okazji mały krajkowy spoiler ;)

Czasami uświadamiam sobie, że tkam właśnie po to, żeby móc się pogapić na efekty - po prostu to przyjemne. Niestety wredni ludzie wykupują moje krajki ;)

wtorek, 19 marca 2013

W międzyczasie

Postanowiłam zrobić krajkę pasującą do pasiaka utkanego dawno na krosnach pionowych. Mam pewien pomysł, odnośnie produktu końcowego, ale jego wykonanie będzie musiało poczekać na swoją kolej i jeszcze większy międzyczas.
 
21,35 m krajek
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

Niestety na rowerze nie jeżdżę - była tylko jednorazowa wycieczka dla ukojenia. Tymczasem pani zima daje mi ostatnią szansę na korzystanie z legendarnych długich wieczorów.

niedziela, 10 marca 2013

13 gramów

Nie samą pracą żyje człowiek, czasem musi zjeść trochę chleba.

Albo Chleba...

A teraz opowiem Wam krótką i wzniosłą historię kryminalno-patriotyczno-romantyczną. Mniej więcej...

Sława Hani i jej chleba szybko okrąża świat... Choć głównie chodzi o ten niszowy świat... wiecie, drugi obieg, podziemie... W każdym razie wszelkie tajemnice nie trafiają w niepowołane ręce zwykłych zjadaczy chleba... znaczy zjadaczy zwykłego chleba.

Dzięki legalnemu podstępowi udało mi się wykraść jakże korzystny zestaw szczepów pochodzących wprost ze źródła. Zaimplementowanie tychże protoplastów w nowym habitacie dało początek wyjątkowo żywotnej dynastii mikroorganizmów.

Chleb, który dzisiaj przedstawiam to debiutant w nowym miejscu. Nie byłam pewna, czy nowy zakwas da radę, więc rozdzieliłam ciasto na 2 porcje. Do jednej dodałam drożdże - okazało się, że niepotrzebnie. Niemniej chleb wyszedł wyśmienity. Ośmielę się nawet utworzyć kolejny punkt do mojej skali:
13. Chleb, który uwielbiam - na samym zakwasie.

 

Przepis ewoluował i bardzo różni się od poprzednich zamieszczonych na blogu.

Wymyśliłam, żeby użyć nowej uniwersalnej miarki. Zwykłych szklanek nie mam, zresztą bywają różnej wielkości. Szklaneczka po sławnym kremie czekoladowym jest w sam raz.

Wieczorem biorę gar, wlewam do niego 2 szklanki zakwasu, 2 szklanki ciepłej wody, wsypuję 2 szklanki mąki pytlowej, znaczy żytniej 720 i mieszam.

Rano - dnia następnego oczywiście - dodaję 2 szklanki mąki pszennej 650 i znów mieszam. Ah, co ważne: jeśli ciasto rośnie, to wiem, że nie będzie trzeba dodawać drożdży na zachętę.

Koło południa wsypuję 13 gramów soli oraz wybrane przyprawy i dodatki (czarnuszkę, mielony kminek, siemię lniane, płatki owsiane i inne). Dosypuję też 3 szklanki mąki pszennej i znów mieszam.

Po południu przerzucam ciasto z gara na stolnicę i zagniatam podsypując obficie mąką. Dodawanie mąki zatrzymuję jak ciasto osiągnie około 2 kg wagi. Następnie biorę 2 keksówki i smaruję je olejem. Każdą foremkę obdzielam kawałem ciasta, które środkiem bardziej "udeptuję", bo wiadomo, że chleb lubi sobie w tym miejscu mocniej wyrosnąć - trzeba dać fory brzegom. Foremki z ciastem wkładam do piekarnika, wstawiam "korytko" z wodą i włączam na chwilkę delikatne grzanie - tak do 40°C.

Po około godzinie jak ciasto zaczyna wystawiać łepek, włączam porządne grzanie - 200°C z termoobiegiem. Ale to nie jest dobry pomysł, żeby chleb piec w tym trybie, bo się niepotrzebnie wysusza. Więc gdy piec jest gorący, przełączam na dolną grzałkę. Mimo, że chleb wisi na najniższej prowadnicy, to i tak góra się ładnie rumieni. Gdy tylko mogę, spryskuję wodą - przed pieczeniem, w trakcie (tak, otwieram drzwiczki, mój chleb jest na to odporny), na koniec i jeszcze po wyjęciu. W moim piekarniku chleb jest gotowy już po godzinie.

Z przepisu wynika, że w chlebie przeważa mąka pszenna. Można sobie modyfikować proporcje - byleby pamiętać, że mąka żytnia musi być zakwaszona, a na to bakterie potrzebują czasu.

Kiedyś miałam większą wiedzę teoretyczną, ale gdzieś wyparowała. Może nie cała, bo część wiedzy została, że tak powiem w rękach. Jest sama przyjemność pieczenia i jedzenia.

Nabyłam za to sporo nonszalancji. Chleb lubi nonszalancję. I jeszcze przyjazną atmosferę. Koło samo się napędza: pieczenie chleba poprawia nastrój, a miłe podejście podnosi chleb. To już wiem czemu Hania tak dobrze piecze :D

poniedziałek, 4 marca 2013

Wiśniowe

Od zrobienia krajki do upublicznienia jej wizerunku czasem wiedzie długa droga. Przez knieje fotografii... Tak się cieszyłam, że mój aparat robi zdjęcia prawie sam. Ostatnio poprawiam jedynie kadr (a i to nie zawsze) i wielkość. Tym razem było inaczej. Czerwona wełna zawsze sprawiała mi trudności. Miałam nawet podejrzenia, że to może ja źle widzę ten kolor, a aparat robi zdjęcie tego, co jest na prawdę. Po wielu próbach: w domu, na zewnątrz w pełnym słońcu, z lampą, bez, w namiocie... w namiocie w słońcu, udało się dzięki małemu trikowi. Wybrałam wreszcie foto bliskich obiektów z zimną atmosferą. I oto sukces - tak właśnie widzę te krajki:

Pas ze swastykami, które tkam już na autopilocie ma 3 metry. Drugi pas ma 2,15 m i przedstawia moje ulubione tekstylne potworasy - pająki. Do towarzystwa pojawiły się też ośmiorniczki, a na lewej stronie są meduzy :D Aha, szerokość to około 4,2 cm. Użyłam zgrzebnej wełny.

16 m krajek
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

poniedziałek, 18 lutego 2013

Janek też tka

Pasja w stanie czystym (zamrożonym)


A oto efekt mojej pasji:


10,8 m krajki
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

czwartek, 14 lutego 2013

Na rozgrzewkę

Niniejszym ogłaszam otwarcie warsztatu. Realizuję zaległe zamówienia i przygotowuję świeży asortyment :)

Po długiej przerwie wracam do tkania na bardku. Na rozgrzewkę zrobiłam krótką krajkę - ma tylko 5,5 m ;) Mimo że odwykłam, jest całkiem mocno zbita.


Długość: 5,5 m
Szerokość: 2,5 cm
Cena: 20 zł za metr
Materiał: 75% akryl, 25% wełna

5,5 m krajki
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

piątek, 8 lutego 2013

Pierwsze kilometry

Wróciłam.

Miałam pomysł by przejechać 10 km. Po trzech miałam ochotę zawrócić, bo mi zmarzły kciuki. Po 5 nie było nic ciekawego do sfotografowania, więc przejechałam jeszcze kawałek i dotarłam do Potulic.

W drodze powrotnej zrobiłam takie zdjęcie:

Trochę może smętnie to wygląda, ale równocześnie klimatycznie. To jest widok w Brzózkach - wsi artystycznej, w której mieszkają drewniani ludzie. Np. taka rodzinka z gajówki:

0 m krajki
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

Jadę na rowerze słuchaj do byle gdzie

W tym roku nie będzie postanowień. Z zeszłym udało mi się całkiem sporo zrealizować i mimo niespełnionych założeń, jestem całkiem zadowolona. Tak - 2012 to był dobry rok.

Gdy pisałam o tych kilometrach, które planowałam przejechać na rowerze, tak na prawdę miałam inny cel. Podobno każda kobieta choć raz w życiu się odchudza. Zatem nie stanowię wyjątku, a jazda na rowerze miała mi pomóc stracić trochę balastu. Bo nie mowa tutaj o słodkich boczkach, czy krągłych udach - chodziło po prostu o pozbycie się mniej więcej 2 baniaków niepotrzebnej wody z dodatkami. Rower mi akurat nie pomógł, tylko kilka innych działań zupełnie naturalnych i niejako odruchowych. (To nie pomyłka, nie chodzi o działania "ruchowe", bo ćwiczeń fizycznych samych w sobie nie lubię. Rąbanie drewna itp. to nie ćwiczenia - bardzo je lubię.) Tempo chudnięcia było alarmująco imponujące, więc za namową znajomego udałam się do lekarza. Lekarz, jak to konował, po usłyszeniu, że schudłam około 8 kg w nieco ponad miesiąc, stwierdził nonszalancko "no ale nie jest pani chuda". Niezależnie od kompetencji lekarza, badanie krwi wyszło wybitnie w porządku.

Sama jazda na rowerze ma swoje silne odbicie w mojej psychice ;P Przestawiłam się z jeżdżenia miejskiego, czyli takiego celowego (z punktu A do punktu B, jadę bo mi wygodnie, a nie dla czystej frajdy) na jazdę rekreacyjną, której kiedyś nie lubiłam. Puszcza Notecka jest przepiękna i strasznie za nią tęsknię. Tutaj mam do dyspozycji kawałek Puszczy Bydgoskiej. Jak popatrzyłam na mapę, to posmutniałam, że to taki mały las - jak ten między Jaroszewskim, a Lutomskim :((( Może przesadzam i w praktyce okaże się całkiem przyjemny.

Na liczniku mam 701 km i nie kasuję - będę musiała odejmować, a to takie trudne działanie matematyczne ;P Czas zatrzymał się na 49:12. Bez postanowień, po prostu będę spisywać postęp i zobaczymy ile Pałuk i Kujaw uda się obejrzeć. No to w drogę!

czwartek, 31 stycznia 2013

Foto Janek

Zapraszam do oglądania zdjęć naszego kota na picasie.

Janek zafascynował mnie swoimi innowacyjnymi (;P) pomysłami na spanie. Ma nawet pewien rytuał, którego założeniem jest by każda z wielu dziennych drzemek odbywała się w innym miejscu. Śpiący kot na picasie

Gdy nie śpi, robi miny i kultywuje swe dziwactwa. Trochę kota na picasie