Strony

piątek, 8 lutego 2013

Jadę na rowerze słuchaj do byle gdzie

W tym roku nie będzie postanowień. Z zeszłym udało mi się całkiem sporo zrealizować i mimo niespełnionych założeń, jestem całkiem zadowolona. Tak - 2012 to był dobry rok.

Gdy pisałam o tych kilometrach, które planowałam przejechać na rowerze, tak na prawdę miałam inny cel. Podobno każda kobieta choć raz w życiu się odchudza. Zatem nie stanowię wyjątku, a jazda na rowerze miała mi pomóc stracić trochę balastu. Bo nie mowa tutaj o słodkich boczkach, czy krągłych udach - chodziło po prostu o pozbycie się mniej więcej 2 baniaków niepotrzebnej wody z dodatkami. Rower mi akurat nie pomógł, tylko kilka innych działań zupełnie naturalnych i niejako odruchowych. (To nie pomyłka, nie chodzi o działania "ruchowe", bo ćwiczeń fizycznych samych w sobie nie lubię. Rąbanie drewna itp. to nie ćwiczenia - bardzo je lubię.) Tempo chudnięcia było alarmująco imponujące, więc za namową znajomego udałam się do lekarza. Lekarz, jak to konował, po usłyszeniu, że schudłam około 8 kg w nieco ponad miesiąc, stwierdził nonszalancko "no ale nie jest pani chuda". Niezależnie od kompetencji lekarza, badanie krwi wyszło wybitnie w porządku.

Sama jazda na rowerze ma swoje silne odbicie w mojej psychice ;P Przestawiłam się z jeżdżenia miejskiego, czyli takiego celowego (z punktu A do punktu B, jadę bo mi wygodnie, a nie dla czystej frajdy) na jazdę rekreacyjną, której kiedyś nie lubiłam. Puszcza Notecka jest przepiękna i strasznie za nią tęsknię. Tutaj mam do dyspozycji kawałek Puszczy Bydgoskiej. Jak popatrzyłam na mapę, to posmutniałam, że to taki mały las - jak ten między Jaroszewskim, a Lutomskim :((( Może przesadzam i w praktyce okaże się całkiem przyjemny.

Na liczniku mam 701 km i nie kasuję - będę musiała odejmować, a to takie trudne działanie matematyczne ;P Czas zatrzymał się na 49:12. Bez postanowień, po prostu będę spisywać postęp i zobaczymy ile Pałuk i Kujaw uda się obejrzeć. No to w drogę!

2 komentarze:

  1. Brawo!!! Też bym tak chciała zrzucić taki balast dzięki "naturalnym i odruchowym działaniom"...;)mnie ostatnio mąż zostawił w domu z ogromnymi klockami drzewa i pojechał w delegację...jeśli chciałam grzać dupę to musiałam je sobie porąbać, myślałam ,że nie dam rady, co były naprawdę ogromne i poskręcane, sękate...wystarczyła odrobina taktyki;) i teraz lubię rąbać drzewo;D i jeździć taczką;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Siekiera to narzędzie, które mieści się u mnie w zakresie "inne pasje".

    Słyszałam, że aby przetrwać zimę wystarczą dwa wiaderka węgla. Bierze się je w dwie przeciwległe ręce i biega wokół chałupy ;)

    OdpowiedzUsuń