Strony

środa, 27 marca 2013

Pieczywo z wkładką

Ostatnio z pasją pasamoniczą przeplata się z piekarnicza. W obydwu widać miłe efekty. Przedstawiam pieczywo nadziane.

Nadziane wkładką mięsną. Oprócz widocznej kiełbaski śląskiej była wersja z mozzarellą i szynką oraz boczkiem i cebulą. Zdjęcie akurat jest niedbałe, bo myślałam o smaku, a nie fotografii. Upiekłam tylko kilka egzemplarzy przy okazji zwyczajnego pieczenia chleba. Bo te bułeczki właśnie z ciasta chlebowego powstały.

Jak dla mnie rewelacyjne - chyba będę raczyć nimi przyjeżdżających gości :) Zapraszam.

Dodatkowo zrobiłam drobny eksperyment podczas pieczenia - podniosłam temperaturę. I dziwię, że do tej pory wykazywałam taką nieśmiałość i bojaźń przed gorącem ;) Logika była taka, że skoro przy 180°C skórka jest rumiana i twarda, to 200°C będzie za dużo. Od jakiegoś czasu piekę w wyższej temperaturze i skórka wygląda w porządku, ale myślałam, że to zasługa pary wodnej. Wczoraj spróbowałam 220°C bez wody, a skórka na chlebie wcale się nie przypaliła, ba nawet wyszła cieńsza i fajniejsza. Tak więc etap pieczenia po aktualizacji wygląda tak:

- wyrastanie w ciepłym piekarniku przez około godzinę,
- włączenie dwóch grzałek na 220°C bez termoobiegu,
- po 15 minutach wyłączenie grzałki górnej,
- chleb upieczony po niecałej godzinie,
- spryskanie wodą dla nadania gładkości.

czwartek, 21 marca 2013

Krajkowy regalik

Na początek chcę uspokoić niektóre osoby: nie jest tego aż tak dużo. Ale wyolbrzymiać chyba można? Zawsze znajdzie się sposób, żeby z małej ilości krajek zrobić przyjemną ilość krajek. Tym razem wpadłam na taki pomysł:

Przy okazji mały krajkowy spoiler ;)

Czasami uświadamiam sobie, że tkam właśnie po to, żeby móc się pogapić na efekty - po prostu to przyjemne. Niestety wredni ludzie wykupują moje krajki ;)

wtorek, 19 marca 2013

W międzyczasie

Postanowiłam zrobić krajkę pasującą do pasiaka utkanego dawno na krosnach pionowych. Mam pewien pomysł, odnośnie produktu końcowego, ale jego wykonanie będzie musiało poczekać na swoją kolej i jeszcze większy międzyczas.
 
21,35 m krajek
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu

Niestety na rowerze nie jeżdżę - była tylko jednorazowa wycieczka dla ukojenia. Tymczasem pani zima daje mi ostatnią szansę na korzystanie z legendarnych długich wieczorów.

niedziela, 10 marca 2013

13 gramów

Nie samą pracą żyje człowiek, czasem musi zjeść trochę chleba.

Albo Chleba...

A teraz opowiem Wam krótką i wzniosłą historię kryminalno-patriotyczno-romantyczną. Mniej więcej...

Sława Hani i jej chleba szybko okrąża świat... Choć głównie chodzi o ten niszowy świat... wiecie, drugi obieg, podziemie... W każdym razie wszelkie tajemnice nie trafiają w niepowołane ręce zwykłych zjadaczy chleba... znaczy zjadaczy zwykłego chleba.

Dzięki legalnemu podstępowi udało mi się wykraść jakże korzystny zestaw szczepów pochodzących wprost ze źródła. Zaimplementowanie tychże protoplastów w nowym habitacie dało początek wyjątkowo żywotnej dynastii mikroorganizmów.

Chleb, który dzisiaj przedstawiam to debiutant w nowym miejscu. Nie byłam pewna, czy nowy zakwas da radę, więc rozdzieliłam ciasto na 2 porcje. Do jednej dodałam drożdże - okazało się, że niepotrzebnie. Niemniej chleb wyszedł wyśmienity. Ośmielę się nawet utworzyć kolejny punkt do mojej skali:
13. Chleb, który uwielbiam - na samym zakwasie.

 

Przepis ewoluował i bardzo różni się od poprzednich zamieszczonych na blogu.

Wymyśliłam, żeby użyć nowej uniwersalnej miarki. Zwykłych szklanek nie mam, zresztą bywają różnej wielkości. Szklaneczka po sławnym kremie czekoladowym jest w sam raz.

Wieczorem biorę gar, wlewam do niego 2 szklanki zakwasu, 2 szklanki ciepłej wody, wsypuję 2 szklanki mąki pytlowej, znaczy żytniej 720 i mieszam.

Rano - dnia następnego oczywiście - dodaję 2 szklanki mąki pszennej 650 i znów mieszam. Ah, co ważne: jeśli ciasto rośnie, to wiem, że nie będzie trzeba dodawać drożdży na zachętę.

Koło południa wsypuję 13 gramów soli oraz wybrane przyprawy i dodatki (czarnuszkę, mielony kminek, siemię lniane, płatki owsiane i inne). Dosypuję też 3 szklanki mąki pszennej i znów mieszam.

Po południu przerzucam ciasto z gara na stolnicę i zagniatam podsypując obficie mąką. Dodawanie mąki zatrzymuję jak ciasto osiągnie około 2 kg wagi. Następnie biorę 2 keksówki i smaruję je olejem. Każdą foremkę obdzielam kawałem ciasta, które środkiem bardziej "udeptuję", bo wiadomo, że chleb lubi sobie w tym miejscu mocniej wyrosnąć - trzeba dać fory brzegom. Foremki z ciastem wkładam do piekarnika, wstawiam "korytko" z wodą i włączam na chwilkę delikatne grzanie - tak do 40°C.

Po około godzinie jak ciasto zaczyna wystawiać łepek, włączam porządne grzanie - 200°C z termoobiegiem. Ale to nie jest dobry pomysł, żeby chleb piec w tym trybie, bo się niepotrzebnie wysusza. Więc gdy piec jest gorący, przełączam na dolną grzałkę. Mimo, że chleb wisi na najniższej prowadnicy, to i tak góra się ładnie rumieni. Gdy tylko mogę, spryskuję wodą - przed pieczeniem, w trakcie (tak, otwieram drzwiczki, mój chleb jest na to odporny), na koniec i jeszcze po wyjęciu. W moim piekarniku chleb jest gotowy już po godzinie.

Z przepisu wynika, że w chlebie przeważa mąka pszenna. Można sobie modyfikować proporcje - byleby pamiętać, że mąka żytnia musi być zakwaszona, a na to bakterie potrzebują czasu.

Kiedyś miałam większą wiedzę teoretyczną, ale gdzieś wyparowała. Może nie cała, bo część wiedzy została, że tak powiem w rękach. Jest sama przyjemność pieczenia i jedzenia.

Nabyłam za to sporo nonszalancji. Chleb lubi nonszalancję. I jeszcze przyjazną atmosferę. Koło samo się napędza: pieczenie chleba poprawia nastrój, a miłe podejście podnosi chleb. To już wiem czemu Hania tak dobrze piecze :D

poniedziałek, 4 marca 2013

Wiśniowe

Od zrobienia krajki do upublicznienia jej wizerunku czasem wiedzie długa droga. Przez knieje fotografii... Tak się cieszyłam, że mój aparat robi zdjęcia prawie sam. Ostatnio poprawiam jedynie kadr (a i to nie zawsze) i wielkość. Tym razem było inaczej. Czerwona wełna zawsze sprawiała mi trudności. Miałam nawet podejrzenia, że to może ja źle widzę ten kolor, a aparat robi zdjęcie tego, co jest na prawdę. Po wielu próbach: w domu, na zewnątrz w pełnym słońcu, z lampą, bez, w namiocie... w namiocie w słońcu, udało się dzięki małemu trikowi. Wybrałam wreszcie foto bliskich obiektów z zimną atmosferą. I oto sukces - tak właśnie widzę te krajki:

Pas ze swastykami, które tkam już na autopilocie ma 3 metry. Drugi pas ma 2,15 m i przedstawia moje ulubione tekstylne potworasy - pająki. Do towarzystwa pojawiły się też ośmiorniczki, a na lewej stronie są meduzy :D Aha, szerokość to około 4,2 cm. Użyłam zgrzebnej wełny.

16 m krajek
1:07 czasu jazdy
12 km dystansu