Strony

niedziela, 17 sierpnia 2014

Przepowadzka

Za nami zmiana miejsca zamieszkania. Przeprowadziliśmy się w lipcu do Pobiedzisk i teraz już wiemy, że nasz dobytek mieści się w 9 kangururach. Największy przedmiot to niewątpliwie warsztat tkacki. Mieliśmy obawy, czy damy radę go spakować, ale proszę:
Przy okazji mam pewną refleksję odnośnie nazw warsztatów Glimakra. Krosna Ideal weszłyby na płasko idealnie. Moje krosna Standard wymagały kombinowania, kilkakrotnego przestawiania i upychania... czyli standard ;-)

sobota, 7 czerwca 2014

Krajka opolska

Przedstawiam kolejną krajkę odgapioną. Oryginał pochodzi z opolskiego Ostrówka i jest datowany na 4 ćwierć XI w. i początek XII w.
Użyłam włóczki fabrycznej, 100% wełny. Liczba nici w osnowie jest identyczna jak w oryginale, ale moja przędza jest grubsza więc i krajka wyszła szersza - zamiast 2,5 cm jest 3,2 cm. Splot płócienno-rypsowy. Długość 7,7 m.
Tkałam ją na warsztacie inkle loom "nową metodą". Mam pewne spostrzeżenie - nici osnowy w miejscach gdzie tworzą splot rypsowy, a więc znajdują się obok siebie i nie rozdzielają ich szczebelki bardka (w końcu używałam nicielnicy) mają tendencję do zamieniania się miejscami lub nakładania na siebie. Początkowo starałam się im na to nie pozwolić i ustawiałam w odpowiednich miejscach przy każdym przełożeniu wątku. Próbowałam też jakoś rozdzielić osnowę by "rozstrzelić" nici. Rozwiązanie przyszło samo, gdy w pewnym momencie poddałam się. W trakcie tkania, na długości jakiś 10 cm wszystkie nici w miejscach splotu rypsowego pozamieniały się miejscami i konsekwentnie pozostały na swych pozycjach aż do końca.

piątek, 9 maja 2014

Ostatnio...

Znów przytrafiła mi się przerwa :) Bardzo owocowa ;)

Za mną Rękawka, parę prywatnych spraw, a ostatnio majówka w Biskupinie.

Tak prezentowała się moja aranżacja tekstylna:
Zdjęcie zrobiła Kasia, a jej towarzystwo umilało mi czas - pozdrawiam :) Na zdjęciu widać również dudy i gęśle - to oczywiście nie moja własność. Kasia gra na dawnych instrumentach i śpiewa białym głosem, co chyba dodaje jej energii...

W sezonie będę dość często pojawiać się we wiosce wczesnopiastowskiej. Miejsce jest inspirujące, więc na pewno dobrze mi się będzie pracować.

W domu też miałam trochę pracy. Dostałam przepis na syrop z mleczy i uwarzyliśmy trochę tego "miodu". Będziemy się nim raczyć oraz częstować znajomych podczas wyjazdów.

Ponieważ szycie i ja jesteśmy ze sobą na kursie kolizyjnym od bardzo, bardzo dawna (sic!), z dużymi oporami podjęłam się wyprodukowania namiotu. Dzisiaj wreszcie skończyłam, praktycznie przed chwilą. To była ostatnia niezbędna rzecz do wykonania. Ulga jest tak duża, że pierwsze kroki skierowały mnie właśnie tutaj - do napisania posta po przerwie.
Janek jak zwykle "pomagał". Zapach surówki działa na niego podobnie jak lanoliny... w tłumaczeniu na normalne koty - działa jak waleriana lub kocimiętka.

piątek, 11 kwietnia 2014

Koszyk znad Noteci

Podkusiło mnie, żeby zrobić sobie mały koszyk. Skoro plecionki z rogożyny są bardzo wytrzymałe, postanowiłam udać się nad wodę poszukać materiału.
Akurat wprawdzie nie tutaj zbierałam długie zielone liście, ale chcę przekazać nastrój miejsca ;) Choć nie widać całego pięknego rozlewiska Noteci. 

Jesienią przyniosłam sobie liście i wysuszyłam. Pałka wodna to nie jest, tatarak też nie... mam podejrzenie, ale nie będę się upierać przy nim. 

Jak zwykle pierwszy zainteresowany:
Liście należało zamoczyć, by nabrały elastyczności. I do dzieła.
Początek w rękach...
Później na płasko...
Następnie miska...
Ale nie pasował mi kształt, więc wzięłam duży garnek.
Przymocowałam do inkle loom. Zatem nie tylko do tkania krajek przydaje się to krosno.
Końcówki obcinałam i użyłam igły do zabezpieczenia brzegów.
A potem poszłam z koszykiem nad Noteć, bo tam wygląda najlepiej ;)

środa, 2 kwietnia 2014

Tkactwo krok po kroku. Krajki - cuda na kiju

Co jakiś czas ktoś pyta mnie jak tkać. Czasem chodzi o małą poradę, czasem ktoś chce wiedzieć jak zacząć, a czasami ktoś chce wiedzieć wszystko :) W Internecie można znaleźć wiele ciekawych informacji i filmików. Jednak chyba brakuje materiałów w języku polskim. Postanowiłam napisać instrukcję-poradnik dla zainteresowanych tkactwem. Jest zrobiony całkowicie po mojemu, a że nie mam przygotowania pedagogicznego, z chęcią przyjmę uwagi i wszelkie pytania. Będę mogła wtedy uzupełniać kwestie budzące wątpliwości. Filmiku nie nagrałam i na razie nie planuję. Tutaj jest dużo tekstu, więc już nie dokładałam zdjęć w wielkich formatach. Foto-instrukcja już jest na picasie.

Krajki można tkać różnymi technikami na różnych narzędziach. Zwykle używam bardka. Jest to małe krosienko, a inaczej deseczka tkacka. Jednak brakuje znalezisk tego narzędzia na naszych ziemiach. Kiedyś czytałam (chyba w książce Witolda Hensla - potrzebny przypis), że prawdopodobnie do tkania krajek używano półnicielnicy i kilku patyków. Oglądając nieliczne zabytki tekstylne, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tak właśnie było. Technika niejako sama narzuca wzornictwo - najprościej wykonać dzięki niej paski wzdłuż. Na dodatek wzór nie musi być symetryczny. Jako przykład asymetrii podam krajkę z Opola i ze Skjoldehamn.

Dzisiaj pokażę więc jak zabrać się za tkanie, jeśli nie ma się bardka.

Potrzebne elementy:

- 3 okorowane kijki o długości około 0,5 m (moje są ciut krótsze)
- 4 krótkie okorowane patyki długie na 10-15 cm
- cienki gładki sznurek, np. bawełniany, lniany
- kilka mocniejszych, grubszych sznurków
- coś do przywiązania roboty do siebie: taśma, pasek, linka - u mnie jest "backstrap"
- przędza
- ewentualnie nożyczki :)

Projekt

Wzór krajki wybrałam na podstawie znaleziska z Opola z 3 ćwierci XI w. Opis jest w książce Tekstylia wczesnośredniowieczne z wykopalisk w Opulu / Jerzy Maik. - Łódź, 1991. Oryginał jest wykonany z wełny w splocie 1/1, ma 2,5 cm szerokości i jest w paski kolejno: czerwony, żółty, czarny, żółty, czerwony. Nie ma informacji odnośnie proporcji pasków, ilości nici i ich grubości. Zamiast czerwieni wybrałam rudy, a czerń zastąpiłam ciemnym brązem. Postanowiłam, że paski będą miały jednakową szerokość, po 6 nici. Zatem krajka ma 30 wszystkich nici o grubości 330Tt. Szerokość docelowa - dowolna, co wyjdzie.

Osnowa

2 długie patyki trzeba porządnie wbić w ziemię. U mnie odległość między nimi wyniosła około 2 metry i to jest długość osnowy. Krajka będzie miała niecałe 1,7 m. Część osnowy straci się na początek i koniec krajki - powstaną frędzle lub odpad. Trzeba się liczyć z tym, że podczas tkania część długości osnowy wrabia się w powstałą tkaninę. Zatem jeśli ktoś planuje daną długość krajki, do osnowy należy trochę dodać... np. 0,5 m.

Tworzenie osnowy zaczyna się od przywiązania końca przędzy do jednego z patyków. Następnie trzeba poprowadzić nić do drugiego patyka, owinąć wokół niego i zawrócić do pierwszego. Nić osnowy należy prowadzić tak, by powstała ósemka. Jedna pętla, to 2 nici w krajce, po jednej w każdym rzędzie.

Ponieważ chciałam by każdy pasek miał po 6 nici, po zrobieniu 3 pętli pomarańczowych, dowiązałam końcówkę przędzy żółtej na supełek i poprowadziłam znowu 3 pętle, teraz żółte. Następnie udział wzięła brązowa nitka i znowu 3 pętle. Potem z powrotem użyłam żółtego i całość zwieńczyły znowu 3 pętle pomarańczowe. Końcówkę włóczki przywiązałam do pierwszego patyka.

Jeśli ktoś chce mieć nieparzystą liczbę nici danego koloru, nic nie stoi na przeszkodzie. Można zmieniać kolor również przy tym drugim patyku. 

Podczas tworzenia osnowy trzeba równomiernie naciągać przędzę. Jeśli każda nitka jest jednakowo naprężona, tkanina wychodzi równiutko.

Dzięki temu, że każda pętla ma kształt ósemki, nici osnowy się krzyżują. To jest bardzo ważny fakt - przyda się to do zrobienia półnicielnicy, a następnie do tworzenia dwóch przesmyków tkackich.

Gdy już mamy odmierzoną osnowę, trzeba wziąć 2 krótkie patyki pomocnicze, umieścić blisko skrzyżowania nici. W razie wątpliwości odnośnie kształtu samej ósemki i trudności w rozpoznaniu, gdzie idzie która nitka, warto krótszy patyk umieścić w pętli blisko długiego patyka i przeciągnąć wzdłuż osnowy. Dzięki temu nici się rozczeszą i ułożą logicznie :) Patyczki pomocnicze związujemy ze sobą, tak by zabezpieczyć nasze cenne skrzyżowania. Dodatkowe wiązanie trzeba wykonać przy każdym długim patyku. Nawet jeśli wredna grawitacja wyrwie nam z rąk powstałą osnowę, to nic się nie poplącze. Można związać nie tylko same nici, ale także przymocować je do kijka.

Na jednym z długich patyków trzeba zawiązać pętle z grubszych sznurków - jedna pętla poniżej nici osnowy, druga powyżej. Tymi sznurkami przymocuje się osnowę do jakiegoś stabilnego przedmiotu. Do drugiego kijka warto już teraz przymocować taśmę, którą będzie się przywiązywać do siebie.
Tkanie w ten sposób, że początek osnowy jest przywiązany do tkającego, a koniec do stabilnego przedmiotu jest po prostu wygodne. Osnowa musi być dobrze naprężona. Własnym ciałem można minimalnie regulować siłę naprężenia w trakcie pracy. Podczas otwierania przesmyku można delikatnie się pochylić. Można też oczywiście obydwa końce osnowy przywiązać na stałe np. do specjalnego stelaża (spotykanego w ikonografii o kształcie trzepaka do dywanów) i tkać siedząc z boku krajki.

Preferuję jednak przywiązanie w pasie i tkanie krajki na wprost siebie. Na dodatek tkanie do siebie, czyli kolejno jestem ja, nowo powstała krajka, przesmyk, narzędzie tkania, wolna naprężona osnowa, koniec. Niektórzy wolą tkać od siebie - czyli w pasie wiążą osnowę, potem jest narzędzie, przesmyk i powstająca krajka. Te osoby muszą mocno wyciągać przed siebie ręce, co jakiś czas przewiązywać osnowę i za każdym razem na nowo ją naprężać. Dla mnie koszmar, ale niektórzy to lubią - przecież im nie bronię ;)

Skoro już wszystko jest powiązane i zabezpieczone, czas na delikatną operację. Trzeba wyciągnąć z ziemi patyki, przenieść i przywiązać do czegoś. Moim stabilnym przedmiotem stała się studnia i do niej przywiązałam końcowy patyk. Początkowy patyk przymocowałam do siebie za pomocą wykonanego kiedyś dawno backstrapu.

Mechanizm tkania - półnicielnica

Teraz czas na półnicielnicę. Można ją przygotować zgodnie z tym, co pokazała Laverne Waddington. Pisałam o tym już dawno - jest tam też filmik z instrukcją jak to zrobić. Ba, autorka robi naprawdę wyśmienite instrukcje tkackie.
Trzeba wziąć przygotowany cienki, gładki sznurek. Musi być po prostu dość śliski, żeby się nie zahaczał. Końcówkę przekłada się w przesmyku między nićmi osnowy (tuż obok bliższego nam patyczka pomocniczego) i przywiązuje do patyczka nr 3. Następnie wyciąga się nitkę spomiędzy osnowy, tworzy się pętelki i zaciska. Na trzecim patyczku stopniowo powstaje półnicielnica. Nie robi się żadnych supełków i można swobodnie korygować długość pętli. Każda nitka osnowy musi być oddzielona, a jeśli się coś pomyli, łatwo spruć kawałek, cofnąć i zacząć od nowa. Na koniec dorabia się jeszcze kilka pętelek, ucina nadmiar i związuje końcówki sznureczka, żeby się nie wkręcały.

Po drugiej stronie skrzyżowania przędzy w osnowie dokładamy grubszy patyczek i zabezpieczamy go sznureczkiem, tak aby nie wypadł w trakcie tkania - na każdym końcu związane nitki i połączone ze sobą na górze i pod spodem.

Teraz można wyjąć 2 patyczki pomocnicze. Cenne skrzyżowanie spełniło swoją funkcję trzymania nici w odpowiednim porządku i teraz jest zabezpieczone - na osnowie pozostaje półnicielnica tworząca jeden przesmyk i grubszy patyk dla drugiego przesmyku.

Tkanie

Trochę to trwa zanim dotrze się do tej przyjemnej części, w której powstaje tkanina. Samo tkanie, to nic innego jak przeplatanie wątku pomiędzy nićmi osnowy. Wątek z osnową są prostopadłe względem siebie i tworzą siatkę - nitki w miejscach styku są na zmianę na górze, lub na dole. To oczywiście proste skrótowe ujęcie.

Nici osnowy w najprostszej wersji, przy splocie płóciennym, ułożone są naprzemiennie - gdy spojrzy się z boku widać 2 warstwy przędzy. Przestrzeń pomiędzy warstwami to przesmyk. Nić wątku biegnie w przesmyku. Każda konstrukcja tkacka służy do zamiany miejsc naprzemiennych nici osnowy, by tworzyły się co najmniej 2 przesmyki.
Pozycja wyjściowa jest taka, że skrzyżowanie nici jest pomiędzy półnicielnicą a grubym patyczkiem. Półnicielnica jest w górze, a pod nią znajduje się pierwszy przesmyk. Wystarczy przełożyć przez niego nić wątku.

Następnie trzeba zamienić nici osnowy - w tym celu rozsuwa się nici zaczynając od strony grubego patyka. Pętle półnicielnicy swobodnie przemieszczają się w dół pomiędzy nici osnowy. Patrząc z boku widać, że skrzyżowanie nici zmieniło pozycję - powinno dojść do oporu, do samego wątku. W ten sposób powstaje pierwszy rządek i drugi przesmyk. Znowu przekładamy wątek przez przesmyk i zaciągamy. Wolną końcówkę wątku można przełożyć również przez przesmyk - to jest idealny sposób na zabezpieczenie początku tkaniny przed rozplątywaniem.

W tym momencie trzeba pociągnąć półnicielnicę w górę, jednocześnie przyciskając całą osnowę dłonią (ułożoną w poprzek pomiędzy półnicielnicą, a grubym patykiem). Znowu trzeba rozsunąć nici i dociągnąć do samego wątku. W ten sposób powstał drugi rząd i zarazem powróciła pozycja wyjściowa.

Teraz wystarczy powtarzać czynności tkania, za każdym razem elegancko i dokładnie dociągając wątek i zaciskając poszczególne rzędy.

Gdy już powstanie kawałek nowej krajki, można wziąć trzeci długi kijek i użyć go do nawijania efektów pracy. Umieszczamy go pod krajką, blisko pierwszego kijka. Można nawet dla pewności związać ze sobą patyki. Gdy się je razem przekręca, gotowa krajka sprytnie się na nie nawija. Odpowiednie przełożenie końcówek taśmy przez patyki powoduje, że nawinięta krajka nie rozkręci się w trakcie pracy.

Jeśli skończy się wątek, wystarczy dołożyć kolejny bez wiązania supłów - po prostu jeden lub 2 rządki tkać podwójnym wątkiem. Rządek z podwójnym wątkiem powstaje trochę szerszy. Warto taki rządek dużo mocniej ścisnąć, a wtedy różnica się zmniejsza. Można też zagiąć końcówki 2 wątków i zapętlić o siebie. Wystające końcówki się po prostu obcina. Dla wyjątkowych estetów jest takie rozwiązanie: końcówki wątków połączyć ze sobą tak, jak się przędzie, albo robi dredy. 

Koniec tkania następuje wtedy, gdy długość nici nie pozwala na swobodne zmienianie pozycji półnicielnicy i tworzenie przesmyków. Wolną końcówkę wątku warto przewlec przez poprzedni rządek (lub dwa) za pomocą igły. Półnicielnicę ściąga się łatwo, bo skoro nie było supełków, nic nie trzeba rozplątywać. Wystarczy odmontować wszystkie patyki, zakończyć wolne nitki według gustu i cieszyć się z efektów.

Podsumowanie

Opisane narzędzie tkackie jest bardzo proste, łatwo dostępne i tanie. Mały jest odpad przędzy lub żaden, jeśli na końcach krajki robi się frędzle. Ponieważ osnowa jest tworzona w formie naciągniętej, nic nie trzeba rozczesywać i układać. Już na etapie nawijania przędzy dba się o tak ważne równomierne naprężenie osnowy. Można w ten sposób tworzyć dowolną szerokość tkaniny. Aczkolwiek polecam zacząć od wąskiej krajki i stopniowo zwiększać poziom trudności. Wadą tej techniki jest fakt, że przędza w osnowie może się zahaczać, bo nici są naprawdę blisko siebie. Warto wybierać na początek gładką włóczkę wełnianą lub bawełnę. Zamiast wbijać patyki w ziemię można użyć innych stabilnych elementów, np. dobry jest stół położony do góry nogami.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Najcenniejsze krosno tkackie

Dzisiaj przedstawiam moje najcenniejsze krosno tkackie. Niestety jego historyczność to ciągła kwestia sporna. Znaleziska archeologiczne potwierdzają obecność tego typu narzędzi, jednak wciąż nie ma rzetelnego opracowania na temat zastosowania ich we włókiennictwie. Podejrzewam, że w tym zakresie występuje pewien rodzaj tabu naukowego. Liczne, choć zachowane fragmentarycznie zabytki, przechowywane są w tajnych magazynach i specjalnie chronione. Dokumentacja zapewne objęta jest cenzurą, a być może pisana jest nawet szyfrem.
Czy na takim krośnie da się tkać?

PS. Żart kończy się w miejscu, gdzie ktoś zaczyna używać kijków do tkania. A całkiem poważnie robi się, gdy ktoś pisze do tego instrukcję.

wtorek, 25 marca 2014

Ekspresowe tkanie

Trafiłam kiedyś na taki oto ciekawy filmik - sprytna technika tkania na inkle loom dająca zawrotną prędkość w powstawaniu krajki.



Postanowiłam spróbować na moim warsztacie. Małe bidełko powstało z drewnianej łopatki do naleśników. W wersji ulepszonej rączka jest owinięta rzemieniem, bo krawędzie - choć nie są ostre - wbijały mi się w dłonie. Czółenko początkowo zrobiłam z 2 guzików i kawałka rurki do picia. Druga wersja to 2 drewniane koraliki i patyczek.
Osnowa jest u mnie pochylona - nie pozioma, więc troszkę zmieniłam ułożenie rąk. Lewą rękę z czółenkiem trzymam ponad krajką - obie ręce mam zatem mniej więcej na jednakowym poziomie, co daje większy komfort pracy. Seweryn zrobił mi zdjęcia przy tkaniu.
Krajkę podciągam w górę i przekładam czółenko przez przesmyk z prawej do lewej.
Potem przyciskam krajkę w dół...
...i przekładam czółenko z lewej do prawej.

Początkowe wprawki były powolne - około 0,5 metra na godzinę. Wychodziło mi krzywo, a czółenko wypadało z ręki. Później udało się przyspieszyć i rekord prędkości wynosi około 2,2 m na godzinę. Ostatecznie prędkość tkania jest niższa, bo wolę zaciskać splot bardzo mocno, a nie tylko hm... przyzwoicie.

Technika bardzo mi się przyda do tkania prostych krajek, szczególnie tych z cienkiej przędzy. Krajki wysnuwane pozostaną bez zmian, bo przy wybieraniu nitek lepiej siedzieć symetrycznie i na wprost roboty.

Zauważyłam, że przy takiej pracy bolą trochę ramiona i dłonie. Ale za to kręgosłup jest całkowicie odciążony. I to jest pozytywna zmiana, bo plecy i szyja po pracy lubią boleć kilka dni, a ból rąk znika w ciągu jakiejś godziny.

W poście Ekspresowe krajki opublikowałam zdjęcia efektów stosowania szybkiej techniki.

niedziela, 23 marca 2014

Ekspresowe krajki

W ramach testowania nowej techniki tkania na inkle loom powstało sporo metrów krajek. Technika jest szybka, stąd nazwa posta. Napisałam o niej w poście Ekspresowe tkanie. Wszystkie krajki mają mniej więcej po 2 cm szerokości, a większość około 8 m długości. Wykonane z mieszanki wełny z owiec akrylowych i tradycyjnych.

Tak po prawdzie, to szkoda mi tych drugich, że ich wełna stała się jedynie uszlachetniającą domieszką - równie dobrze może jej nie być... akryl jest badziewny sam w sobie. Higroskopijność ma minimalną, wytrzymałość słabą, a cenę zdzierczą, bo koszt otrzymania jest śmiesznie niski w porównaniu do wełny. O historyczności, chyba nie muszę wspominać. Mam jeszcze trochę motków kupionych w drodze kompromisu, więc zapewne nie wyrzucę, tylko wykorzystam do jakiś mniej rekonstrukcyjnych celów :) Stopniowo zwiększam udział naturalnych włókien w moim tkaniu, bo przędze wełniane pojawiają się na rynku w coraz lepszym wyborze.

Pierwsze 3 krajki mają mój ulubiony wzorek - mało skomplikowany, ale efektowny. No, pomijam błękitną, bo nie lubię i nie rozumiem niebieskiego ;)
Dwie poniższe krajki utrzymane są w tej samej kolorystyce, ale widać jak wzór wpływa na efekt wizualny. Przed tkaniem powstało kilka projektów. Na ekranie komputera najbardziej podobała mi się druga wersja, a Sewerynowi pierwsza. W praktyce widać, kto ma lepsze wyczucie kolorów. Sama sobie z tkaniem nie poradzę i zepsuję najlepsze zestawienia - a kolor nazwany przez producenta "kaktus" jest po prostu świetny i szkoda go.
Ostatnia ma aż 11,5 m i jest zrobiona z myślą o pewnym znajomym, ale jeszcze nie wiem, czy będzie chciał tę krajkę. W razie czego leży i czeka na decyzję :)

wtorek, 11 marca 2014

Owcza krajka

Mam trochę włóczki wełnianej kupionej razem z ogromnymi zapasami czesanki. Przędza jest skręcona pojedynczo, dość luźno. Już z niej tkałam na krosnach pionowych i wiem, że się rwie. Przyszedł czas, żeby ją przetestować w tkaniu krajek.
Pracę zaczęłam od dokręcenia przędzy na kołowrotku. Wrażenie przyjemne - pierwszy raz wyszła mi tak równa włoczka. Nie mam wprawy w przędzeniu, więc to była sama radość.

Przygotowałam osnowę na inkle loom i założyłam nicielnicę. Niestety okazało się, że to nie jest dobry pomysł, bo nici osnowy bardzo się o siebie zaczepiały. Rozprułam napoczętą krajkę, rozcięłam osnowę i przełożyłam na bardko. Dopiero wtedy tkanie stało się bardziej wykonalne, bo nici były oddzielone, inaczej mówiąc osnowa była rozcapierzona ;)

Pojedynczo skręconą przędzę całkiem przyjemnie się tka, bo fajnie wygląda splot - każde "ziarenko" jest gładkie. Jedynie brzegowa nitka ma tendencję do rozkręcania się, ale nie urwała mi się jeszcze nigdy (ani tym razem, ani we wcześniejszych krajkach z pojedynczej przędzy).

Krajka, którą mam przyjemność dziś przedstawić jest bardzo owcza. Materiał jest owczy w składzie i w kolorze. Oryginalnie szara wełna w krajce wygląda na ciemniejszą. No i zapach jest bardzo owczy... :)
Z długością tym razem nie przesadzałam - krajka ma tylko 4,5 m. Szerokość wynosi 2 cm. Wyszła bardzo sztywna - jak parciany pasek.

poniedziałek, 3 marca 2014

Pierwsza tkanina na warsztacie

Moją wymarzoną Glimakrę Standard kupiłam w lipcu od znanego i lubianego pana Antika :) Ciekawym i przydatnym bonusem jest lampa skonstruowana przez poprzedniego właściciela - tylko wtyczkę musiałam sobie wymienić, bo nie pasowała do gniazdka. Na warsztacie była założona osnowa. Z jednej strony dobrze, ale to również pewien kłopot. ("It's a gift... and a curse.") Szerokość osnowy wynosi prawie 80 cm, więc to niezłe wyzwanie na początek. W dodatku nici były przewleczone przez 4 nicielnice - już nie pamiętam w jakim schemacie.
Dreptałam wokół krosien przez pół lata i początek jesieni. Nie wiedziałam jak zacząć, żeby nic nie zepsuć. Ktoś się już narobił przy osnowie, a ja nie lubię niszczyć czyjejś pracy. W końcu podjęłam decyzję, żeby zdjąć 2 nicielnice. Przewlekłam wszystkie nici jeszcze raz przez pozostałe nicielnice i płochę. Oczywiście ze 3 razy pomyliłam się w trakcie - ale zdejmowanie połowy nici w konsekwencji błędów przyjęłam pokornie :)

Przywiązanie końca osnowy i wyrównanie naprężeń przyszło mi łatwo. Może dlatego, że trafiłam na świetny instruktaż w yt. Składa się z trzech części: 1, 2 i 3.

Dobrałam sobie kolorystykę włóczek - miały być stonowane zielenie, takie jak w jednym ze sznurków do wiaty, przełamane gdzieniegdzie jakimś czerwonym i pomarańczowym.
No i zaczęła się polka... 5 cm utkane i prucie, bo za słabo dobijane, 10 cm utkane i prucie, bo źle wątek naprężałam i brzegi się siepiały, 15 cm utkane i prucie, bo rozpinacz źle zamontowałam, więc wychodziło krzywo na brzegach - takie fale Dunaju w miejscu gdzie nici osnowy były zbyt blisko siebie. Po 20 cm kolejnej próby miałam opanowane mniej więcej zaciąganie wątku, ustawienie rozpinacza i dobijanie. Niestety, albo może na szczęście, przy 20 cm zorientowałam się, że kolory nie pasują. 2 jaśniejsze są fajne, ale wszystkie razem na tkaninie już nie. Gdybym miała jakieś rzetelne ilości tych motków, to pewnie coś by wyszło. Niestety z 300 gramów wełny wyjdzie niewiele. Ale przynajmniej już wiem ile materiału się zużywa.

Z nową wiedzą i entuzjazmem przystąpiłam do ponownego prucia, a następnie zestawiania kolorów. I już nie będę dłużej się rozpisywać, bo kolejna próba wyszła pomyślnie i w miarę prosto.

Tutaj jeszcze na krosnach, tuż po utkaniu:
Wzorek jest taki krajkowy... zapewne z przyzwyczajenia.
Na koniec jedno z wielu zdjęć kota zadowolonego z faktu, że raczyłam wreszcie zrobić sobie przerwę:
Szczerze mówiąc nie lubię turkusów i innych morskich wynalazków. Chciałam się trochę pozbyć takiej wełny. Zaskoczyło mnie niezmiernie pozytywnie, że tkanina wyszła świeżo intensywnie zielona. Zapewne przez dodatek żółtego... Ale żeby aż tak?

Powstały bieżnik ma 80 cm szerokości i 60 cm długości. Frędzle zawiązałam na supełki. Moja pierwsza tkanina na warsztacie została przeznaczona na prezent dla Babci Seweryna z okazji jej 80-tych urodzin.

PS. Tkanina powstała jeszcze w listopadzie 2013 r.

czwartek, 27 lutego 2014

Chleb nakielski

Dawno nie piekłam chleba i jeśli ktoś się zastanawia dlaczego, to może warto podejść do tej kwestii od innej strony. Dlaczego piekłam? Otóż dlatego, że coraz trudniej kupić smaczny i pewny chleb. Jeśli w ofercie najbliższych sklepów są tylko białe kluchy, napompowane i sztuczne, to wolę piec sama. I wychodzi na to, że jestem w tym lepsza niż niejeden zawodowy piekarz ;)

Mniej więcej od roku kupujemy wspaniały chleb - nakielski. Jest dostępny w najbliższym nam sklepie w Turze. Pochodzi z Piekarni Karolczak z Nakła nad Notecią. Wytwarzany jest z mąki pszennej i żytniej, na zakwasie prowadzonym na miejscu, z dodatkiem drożdży. Gdy ostatnio byliśmy w Nakle, postanowiliśmy wstąpić do piekarni, by zobaczyć czy są inne ciekawe wyroby. Kupiliśmy wtedy chleb żytni jasny. Miałam też okazję porozmawiać o pieczywie z właścicielem. Ogromną radochę sprawił mi fakt, że pan Szymon Karolczak zaprowadził nas na zaplecze, by pokazać prawie 100-letni piec chlebowy. Nic dziwnego, że pieczywo jest tak dobre, skoro pieczone jest w odpowiedni sposób.
Taki chleb zajada się z samym masłem. Można jeść go codziennie i się nie znudzi. Na prawdę nie czuję potrzeby pieczenia :)

Ponadto chleb nakielski jest niedrogi. Bochenek kosztuje 2,45 zł. Jest tańszy niż ten, który kupowaliśmy wcześniej po 2,09 zł. Tak, tańszy! Jeśli dwa chleby mają podobną wielkość, to wydaje się, że tańszy jest ten, który ma mniejszą cenę. Wiele osób się na to nabiera. Chleb nakielski waży około 650 g, co daje 3,77 zł za kilogram, ten drugi tylko 450 g - 4,64 zł za kilogram. 87 gr różnicy na kilogramie.

Pomyślałam sobie, że ktoś może się śmiać z tego mojego wyliczenia - przecież to takie drobiazgi. Natomiast jeśli ktoś mówi "A", nie kupując rzeczy o 10 groszy droższej, bo go nie stać - oto jest moje "B".

Na koniec podaję adres strony internetowej Piekarni Karolczak - chyba najlepszej w okolicy. Karolczak. A swoją drogą, restaurację też mają fajną :)

czwartek, 20 lutego 2014

Styczeń w liczbach

Zeszłoroczne krajki leżą schowane w specjalnym koszu, bo już na nie nie mogę patrzeć. Za to tegoroczne umilają mi pracę, leżąc na regale. Widok świeżych wyrobów zainspirował mnie do napisania tego posta.
Podsumowanie statystyczne wygląda następująco:
- liczba przygotowanych osnów: 9,
- liczba gotowych wyrobów: 11,
- łączny metraż: 71 m,
- średni metraż na osnowę: 7,89 m,
- waga wszystkich krajek: 1,05 kg,
- średnia waga metra: prawie 15 g,
- czas tkania: 104 godziny,
- średni czas tkania metra: 1:28,
- za tym idzie średnia długość na godzinę: 68 cm.

Wystarczy znać długość krajki, czas tkania i użyć wagi, a tyle cyferek do żonglowania ;)

Styczeń był bardzo efektywny, bo utkałam prawie połowę metrażu zeszłorocznego. Zapewne dlatego, że testowałam nową technikę tkania tych najzwyklejszych krajek. W tym roku nie będzie postanowień i liczenia metrów na blogu. No chyba, że ktoś mi rzuci wyzwanie, jak poprzednio. Swoją drogą zapomniałyśmy rozstrzygnąć, która więcej tkała, ale widocznie nie to było celem... No i przede wszystkich liczy się jakość, a moja "konkurentka" tka piękne krajki głównie za pomocą tabliczek. Tak więc również narzędzi używamy różnych, trudnych do porównywania.

Wieża krajkowa wciąż rośnie...

piątek, 14 lutego 2014

Krajki w stylu wschodnim

Dzisiaj nie będę ukrywać dumy z utkanych krajek :) Impuls do wzięcia się do roboty pojawił się za sprawą Jadobry, która zażyczyła sobie pas z eskami. Wysłała mi kilka zdjęć z krajkami wybieranymi i oznajmiła: to skopiuj. Niestety nie znam autora oryginałów - jak tylko się dowiem kim jest, na pewno uzupełnię.

Edycja: Dostałam informację, że autorką krajek jest Ludmila Rulevich z Białorusi.

Tymczasem publikuję zdjęcie, które służyło mi za wzór, by pokazać kunszt tkacki, do którego aspiruję:
Patronem specjalnym krajek jest Ivo, która podpowiedziała mi, gdzie kupić włóczkę wełnianą wysokiej jakości o harmonijnej kolorystyce. Teraz zapewne będziecie mogli zaobserwować polepszenie jakości również u mnie.

Zazwyczaj gdy już tworzę osnowę, to nie poprzestaję na małym metrażu. Tym razem miałam do dyspozycji 8 m, więc powstały 3 pasy. Jeden jest skopiowany co do kropki - kolor w oryginale zielony zastąpiony czerwonym. Długość 2,5 m, szerokość 3,7 cm. Pozostałe 2 pasy mają wzory wg mojego projektu. Na jednym są moje ulubione motywy w kształcie słońca - takie coś pojawia się na wielu tkaninach, nie tylko litewskich. Wymiary ma takie same jak pierwszy pas. Na drugim widać rodzaj swastyk - inspirowałam się znaleziskiem z St. Truiden w interpretacji Eydis&Syv. Długość 1,8 m, szerokość 3,5 cm - krótszy z mocniej zaciąganym wątkiem.
Tkanie czegoś takiego daje na prawdę czystą przyjemność. Odnośnie samej techniki - wzory wybierane powstają na bazie splotu płóciennego. Można użyć zwykłego bardka, lub specjalnego z dłuższymi i krótszymi nacięciami. Takiego specjalnego nie posiadam i nie wiem, czy będę kiedyś mieć. W tym konkretnym przypadku wystarczyła mi sama nicielnica na moim warsztacie "inkle loom".

sobota, 8 lutego 2014

Jedna moja, jedna odgapiona

Jeszcze w zeszłym roku utkałam dla znajomych dwie wełniane krajki, żeby mogli sobie obszyć ubrania historyczne.

Pierwsza z nich ma ładnie dobrane kolory, bo to nie ja je wybrałam ;) Szary z czerwonym prezentuje się świetnie. Wzór jest mojego pomysłu - prosty szlaczek, ale myślę, że dość wdzięczny. Szerokość krajki wynosi 1,7 cm, długość 7,7 m.
Druga krajka jest wykonana z wełny zgrzebnej, więc wyszła dość sztywna. Jest to jedna z nielicznym krajek odgapionych, a staram się nie kopiować cudzych pomysłów. Jednak zawsze marzyło mi się podebrać trochę inwencji od przodków i porobić rekonstrukcje na podstawie konkretnych znalezisk archeologicznych. Oryginał to broszowana taśma tabliczkowa nr B8 z grobu 977 z Birki. Jak zwykle użyłam bardka i techniki wybierania, a także pewnej dozy domyślania się jak wyglądał wzór, ze względu na pewne ubytki w tkaninie oraz fakt, że nie znalazłam dla niej gotowego schematu. Szerokość powstałej krajki to 2,4 cm, a długość 7,25 m.
Zapraszam do ponownych odwiedzin, wkrótce napiszę kolejne posty.

czwartek, 30 stycznia 2014

Tkanina do niczego

Zgodnie z tradycją średniowieczną chciałabym wykonać kiedyś tkaninę "która do niczego nie służy". Na pewno umiem robić tkaniny, które do niczego się nadają ;P

Będąc jeszcze w Biskupinie na Festynie umęczyłam do końca od dawna wiszącą osnowę. Wyszedł z tego kawałek wątpliwej jakości tkaniny o wymiarach 130 na 43 cm. Na jednym końcu znajduje się krajka brzegowa z wystającymi długimi paskami, a na drugim luźne frędzle.

Tutaj widać bidulę jeszcze na krosnach:
Wzornictwo dziwne, materiał ciut plastikowy, a wykonanie koślawe. Odnośnie ostatniego, mogę spokojnie zgonić na wspólników w produkcji. Niejedno dziecko miało radochę w próbach tkackich. A ja przy okazji, że mogę się podzielić taką frajdą tworzenia. Choć szczerze mówiąc, to głównie moje "obszary do rozwoju" widać najmocniej.

Krok po kroku trzeba się szkolić, a w moim przypadku popełnić chyba wszystkie możliwe błędy. Chociaż wcześniejsze próby wychodziły lepiej - np. brązowa zapaska.

Życzę sobie, aby następna tkanina na krosnach pionowych była lepsza, żeby moi mali współpracownicy byli zadowoleni z efektu.

środa, 22 stycznia 2014

Krajki z porządnej włóczki

Postanowiłam przypomnieć w końcu o sobie i pokazać, że wciąż jeszcze tkam ;)

Przedstawiam krajkę wykonaną na wzór znaleziska z Opola w mojej wersji kolorystycznej.
Krajka ma 8,3 m długości oraz 1,7 cm szerokości.
Materiał dostarczyła Joanna Hajduk. Włóczka jest bardzo cienka, pojedynczo skręcona, ręcznie przędziona i farbowana marzanną.

Opis znaleziska jest w książce: Tekstylia wczesnośredniowieczne z wykopalisk w Opolu / Jerzy Maik, 1991. Zdjęcie i rzetelne opracowanie zrobiła Alicja. Dodała też zachętę, by się częstować :).

Właśnie zauważyłam, że chyba brakuje na blogu dwóch krajek podobnych do tej. Nigdzie nie widzę, bym się nimi chwaliła - zgroza! ;) wiszą tylko na picasie.