Strony

czwartek, 27 lutego 2014

Chleb nakielski

Dawno nie piekłam chleba i jeśli ktoś się zastanawia dlaczego, to może warto podejść do tej kwestii od innej strony. Dlaczego piekłam? Otóż dlatego, że coraz trudniej kupić smaczny i pewny chleb. Jeśli w ofercie najbliższych sklepów są tylko białe kluchy, napompowane i sztuczne, to wolę piec sama. I wychodzi na to, że jestem w tym lepsza niż niejeden zawodowy piekarz ;)

Mniej więcej od roku kupujemy wspaniały chleb - nakielski. Jest dostępny w najbliższym nam sklepie w Turze. Pochodzi z Piekarni Karolczak z Nakła nad Notecią. Wytwarzany jest z mąki pszennej i żytniej, na zakwasie prowadzonym na miejscu, z dodatkiem drożdży. Gdy ostatnio byliśmy w Nakle, postanowiliśmy wstąpić do piekarni, by zobaczyć czy są inne ciekawe wyroby. Kupiliśmy wtedy chleb żytni jasny. Miałam też okazję porozmawiać o pieczywie z właścicielem. Ogromną radochę sprawił mi fakt, że pan Szymon Karolczak zaprowadził nas na zaplecze, by pokazać prawie 100-letni piec chlebowy. Nic dziwnego, że pieczywo jest tak dobre, skoro pieczone jest w odpowiedni sposób.
Taki chleb zajada się z samym masłem. Można jeść go codziennie i się nie znudzi. Na prawdę nie czuję potrzeby pieczenia :)

Ponadto chleb nakielski jest niedrogi. Bochenek kosztuje 2,45 zł. Jest tańszy niż ten, który kupowaliśmy wcześniej po 2,09 zł. Tak, tańszy! Jeśli dwa chleby mają podobną wielkość, to wydaje się, że tańszy jest ten, który ma mniejszą cenę. Wiele osób się na to nabiera. Chleb nakielski waży około 650 g, co daje 3,77 zł za kilogram, ten drugi tylko 450 g - 4,64 zł za kilogram. 87 gr różnicy na kilogramie.

Pomyślałam sobie, że ktoś może się śmiać z tego mojego wyliczenia - przecież to takie drobiazgi. Natomiast jeśli ktoś mówi "A", nie kupując rzeczy o 10 groszy droższej, bo go nie stać - oto jest moje "B".

Na koniec podaję adres strony internetowej Piekarni Karolczak - chyba najlepszej w okolicy. Karolczak. A swoją drogą, restaurację też mają fajną :)

czwartek, 20 lutego 2014

Styczeń w liczbach

Zeszłoroczne krajki leżą schowane w specjalnym koszu, bo już na nie nie mogę patrzeć. Za to tegoroczne umilają mi pracę, leżąc na regale. Widok świeżych wyrobów zainspirował mnie do napisania tego posta.
Podsumowanie statystyczne wygląda następująco:
- liczba przygotowanych osnów: 9,
- liczba gotowych wyrobów: 11,
- łączny metraż: 71 m,
- średni metraż na osnowę: 7,89 m,
- waga wszystkich krajek: 1,05 kg,
- średnia waga metra: prawie 15 g,
- czas tkania: 104 godziny,
- średni czas tkania metra: 1:28,
- za tym idzie średnia długość na godzinę: 68 cm.

Wystarczy znać długość krajki, czas tkania i użyć wagi, a tyle cyferek do żonglowania ;)

Styczeń był bardzo efektywny, bo utkałam prawie połowę metrażu zeszłorocznego. Zapewne dlatego, że testowałam nową technikę tkania tych najzwyklejszych krajek. W tym roku nie będzie postanowień i liczenia metrów na blogu. No chyba, że ktoś mi rzuci wyzwanie, jak poprzednio. Swoją drogą zapomniałyśmy rozstrzygnąć, która więcej tkała, ale widocznie nie to było celem... No i przede wszystkich liczy się jakość, a moja "konkurentka" tka piękne krajki głównie za pomocą tabliczek. Tak więc również narzędzi używamy różnych, trudnych do porównywania.

Wieża krajkowa wciąż rośnie...

piątek, 14 lutego 2014

Krajki w stylu wschodnim

Dzisiaj nie będę ukrywać dumy z utkanych krajek :) Impuls do wzięcia się do roboty pojawił się za sprawą Jadobry, która zażyczyła sobie pas z eskami. Wysłała mi kilka zdjęć z krajkami wybieranymi i oznajmiła: to skopiuj. Niestety nie znam autora oryginałów - jak tylko się dowiem kim jest, na pewno uzupełnię.

Edycja: Dostałam informację, że autorką krajek jest Ludmila Rulevich z Białorusi.

Tymczasem publikuję zdjęcie, które służyło mi za wzór, by pokazać kunszt tkacki, do którego aspiruję:
Patronem specjalnym krajek jest Ivo, która podpowiedziała mi, gdzie kupić włóczkę wełnianą wysokiej jakości o harmonijnej kolorystyce. Teraz zapewne będziecie mogli zaobserwować polepszenie jakości również u mnie.

Zazwyczaj gdy już tworzę osnowę, to nie poprzestaję na małym metrażu. Tym razem miałam do dyspozycji 8 m, więc powstały 3 pasy. Jeden jest skopiowany co do kropki - kolor w oryginale zielony zastąpiony czerwonym. Długość 2,5 m, szerokość 3,7 cm. Pozostałe 2 pasy mają wzory wg mojego projektu. Na jednym są moje ulubione motywy w kształcie słońca - takie coś pojawia się na wielu tkaninach, nie tylko litewskich. Wymiary ma takie same jak pierwszy pas. Na drugim widać rodzaj swastyk - inspirowałam się znaleziskiem z St. Truiden w interpretacji Eydis&Syv. Długość 1,8 m, szerokość 3,5 cm - krótszy z mocniej zaciąganym wątkiem.
Tkanie czegoś takiego daje na prawdę czystą przyjemność. Odnośnie samej techniki - wzory wybierane powstają na bazie splotu płóciennego. Można użyć zwykłego bardka, lub specjalnego z dłuższymi i krótszymi nacięciami. Takiego specjalnego nie posiadam i nie wiem, czy będę kiedyś mieć. W tym konkretnym przypadku wystarczyła mi sama nicielnica na moim warsztacie "inkle loom".

sobota, 8 lutego 2014

Jedna moja, jedna odgapiona

Jeszcze w zeszłym roku utkałam dla znajomych dwie wełniane krajki, żeby mogli sobie obszyć ubrania historyczne.

Pierwsza z nich ma ładnie dobrane kolory, bo to nie ja je wybrałam ;) Szary z czerwonym prezentuje się świetnie. Wzór jest mojego pomysłu - prosty szlaczek, ale myślę, że dość wdzięczny. Szerokość krajki wynosi 1,7 cm, długość 7,7 m.
Druga krajka jest wykonana z wełny zgrzebnej, więc wyszła dość sztywna. Jest to jedna z nielicznym krajek odgapionych, a staram się nie kopiować cudzych pomysłów. Jednak zawsze marzyło mi się podebrać trochę inwencji od przodków i porobić rekonstrukcje na podstawie konkretnych znalezisk archeologicznych. Oryginał to broszowana taśma tabliczkowa nr B8 z grobu 977 z Birki. Jak zwykle użyłam bardka i techniki wybierania, a także pewnej dozy domyślania się jak wyglądał wzór, ze względu na pewne ubytki w tkaninie oraz fakt, że nie znalazłam dla niej gotowego schematu. Szerokość powstałej krajki to 2,4 cm, a długość 7,25 m.
Zapraszam do ponownych odwiedzin, wkrótce napiszę kolejne posty.