Strony

poniedziałek, 3 marca 2014

Pierwsza tkanina na warsztacie

Moją wymarzoną Glimakrę Standard kupiłam w lipcu od znanego i lubianego pana Antika :) Ciekawym i przydatnym bonusem jest lampa skonstruowana przez poprzedniego właściciela - tylko wtyczkę musiałam sobie wymienić, bo nie pasowała do gniazdka. Na warsztacie była założona osnowa. Z jednej strony dobrze, ale to również pewien kłopot. ("It's a gift... and a curse.") Szerokość osnowy wynosi prawie 80 cm, więc to niezłe wyzwanie na początek. W dodatku nici były przewleczone przez 4 nicielnice - już nie pamiętam w jakim schemacie.
Dreptałam wokół krosien przez pół lata i początek jesieni. Nie wiedziałam jak zacząć, żeby nic nie zepsuć. Ktoś się już narobił przy osnowie, a ja nie lubię niszczyć czyjejś pracy. W końcu podjęłam decyzję, żeby zdjąć 2 nicielnice. Przewlekłam wszystkie nici jeszcze raz przez pozostałe nicielnice i płochę. Oczywiście ze 3 razy pomyliłam się w trakcie - ale zdejmowanie połowy nici w konsekwencji błędów przyjęłam pokornie :)

Przywiązanie końca osnowy i wyrównanie naprężeń przyszło mi łatwo. Może dlatego, że trafiłam na świetny instruktaż w yt. Składa się z trzech części: 1, 2 i 3.

Dobrałam sobie kolorystykę włóczek - miały być stonowane zielenie, takie jak w jednym ze sznurków do wiaty, przełamane gdzieniegdzie jakimś czerwonym i pomarańczowym.
No i zaczęła się polka... 5 cm utkane i prucie, bo za słabo dobijane, 10 cm utkane i prucie, bo źle wątek naprężałam i brzegi się siepiały, 15 cm utkane i prucie, bo rozpinacz źle zamontowałam, więc wychodziło krzywo na brzegach - takie fale Dunaju w miejscu gdzie nici osnowy były zbyt blisko siebie. Po 20 cm kolejnej próby miałam opanowane mniej więcej zaciąganie wątku, ustawienie rozpinacza i dobijanie. Niestety, albo może na szczęście, przy 20 cm zorientowałam się, że kolory nie pasują. 2 jaśniejsze są fajne, ale wszystkie razem na tkaninie już nie. Gdybym miała jakieś rzetelne ilości tych motków, to pewnie coś by wyszło. Niestety z 300 gramów wełny wyjdzie niewiele. Ale przynajmniej już wiem ile materiału się zużywa.

Z nową wiedzą i entuzjazmem przystąpiłam do ponownego prucia, a następnie zestawiania kolorów. I już nie będę dłużej się rozpisywać, bo kolejna próba wyszła pomyślnie i w miarę prosto.

Tutaj jeszcze na krosnach, tuż po utkaniu:
Wzorek jest taki krajkowy... zapewne z przyzwyczajenia.
Na koniec jedno z wielu zdjęć kota zadowolonego z faktu, że raczyłam wreszcie zrobić sobie przerwę:
Szczerze mówiąc nie lubię turkusów i innych morskich wynalazków. Chciałam się trochę pozbyć takiej wełny. Zaskoczyło mnie niezmiernie pozytywnie, że tkanina wyszła świeżo intensywnie zielona. Zapewne przez dodatek żółtego... Ale żeby aż tak?

Powstały bieżnik ma 80 cm szerokości i 60 cm długości. Frędzle zawiązałam na supełki. Moja pierwsza tkanina na warsztacie została przeznaczona na prezent dla Babci Seweryna z okazji jej 80-tych urodzin.

PS. Tkanina powstała jeszcze w listopadzie 2013 r.

9 komentarzy:

  1. Gdy się patrzy na tę tkaninę, to trudno uwierzyć, że miałaś jakieś kłopoty z tkaniem i że to Twoje pierwsze podejście - piękna jest.
    Zdradzisz link do tego instruktażu wiązania? Bardzo nie lubię tego etapu i używam sznurowadeł, które, jak do tej pory, okazały się najszybszym i najłatwiejszym sposobem, ale chętnie obejrzałabym film, o którym wspominasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od paru lat robię krajki i parę razy utkałam coś małego na krosnach pionowych. Stopniuję sobie poziom trudności, więc technicznie nie jest bardzo źle ze mną. Największe wyzwanie, to zrozumieć kolory :)
      Link do filmiku wrzuciłabym od razu, ale zgubił mi się w gąszczu zakładek: http://youtu.be/Gt51K_ShtYc Części pierwsza i druga też ładnie obrazują wcześniejsze etapy.

      Usuń
    2. Dzięki serdeczne!
      Będę wyczekiwać kolejnych "dużych" tkanin :-).
      Pozdrowienia z rodzinnych stron.

      Usuń
  2. Piękna tkanina, i wykonanie i kolorystyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo. Taki drobiazg: tkanina wylądowała całkiem blisko Domku Tkaczki, bo nowa właścicielka mieszka na Bugaju :)

      Usuń
  3. Piękna:) Ja tam lubie czasami takie zieloniako-niebieszczaki, to tak ze mną jest, że szukam jakoś kolorów energetycznie, może jak mi czegoś brakuje??? Pewnie dlatego nigdy nie noszę czarnego ( no prawie)... Zdradzisz ile za takie krosno trzeba zapłacić??? Jestem na etapie poszukiwań i sprawdzania cen, więc taka informacja byłaby mi bardzo przydatna....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest różnie z doborem kolorów. Od nastroju i mojego charakteru dużo zależy. Ale tez od tego jaki materiał mam dostępny i jakich kolorów chcę się pozbyć. Najładniejsze są na lepsze czasy, które nadejdą jak się nauczę łączyć kolory, ćwicząc na brzydszych - wiem, pokręcone :)
      Polecam www.antik.com.pl - jestem zadowoloną klientką, więc wolno mi ;)

      Usuń
  4. Ciężko uwierzyć, że to pierwsze tkanie na krośnie, ja właśnie oczekuje identycznego krosna od "znanego i lubianego pana Antika" i też mam nadzieję na podobne efekty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ten mój straszny perfekcjonizm nie pozwala mi nawet pierwszy raz robionej rzeczy zmaścić z radosną nonszalancją ;)
      Jak są porządne krosna to się łatwiej pracuje - życzę wiele radości z tkania przy nowym warsztacie :)

      Usuń